W rządzie tworzonym przez PiS minister finansów nie jest twórcą polityki gospodarczej, tylko jej odbiorcą - mówi Radosław Bodys, ekonomista Merrill Lynch. Nawet jeśli Zyta Gilowska zdecyduje o powrocie do rządu, będzie zmuszona firmować swoim nazwiskiem projekty zmian w podatkach, z których wykreślono większość jej pomysłów.
Wycofywanie się z reform
W tym tygodniu Rada Ministrów zdecydowała oficjalnie o rezygnacji z obniżenia składek na ZUS o 4,65 pkt proc. O zaoszczędzone dzięki temu pieniądze biją się teraz koalicjanci, a więc głównie szefowie resortów rolnictwa i edukacji.
Wczoraj natomiast posłowie PiS zapowiedzieli, że nie będzie odejścia od ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych w PIT. W 2005 r. z tej uproszczonej formy opodatkowania (podatek pobierany jest od przychodów, firmy nie muszą więc prowadzić pełnej ewidencji kosztów) korzystało 639,2 tys. podmiotów, z czego 552,5 tys. poza rolnictwem. Parlamentarzystów nie przekonała argumentacja rządu, że duża część takich podmiotów to restauratorzy, którzy i tak są podatnikami VAT, a więc prowadzą już pełną ewidencję podatkową. Ministerstwo Finansów miało nadzieję, że zmuszając pozostałych "ryczałtowców" do zbierania faktur, ograniczy szarą strefę. To, że rozliczanie kosztów wymaga faktur, podkreślała niejednokrotnie sama Z. Gilowska.
- Firmy nie są przygotowane na likwidację ryczałtu - zastrzegła jednak poseł Barbara Bubula (PiS). - Chcemy pozostawić tę formę opodatkowania, ale wprowadzić dodatkowe limity przy jej stosowaniu - dodała. Prawdopodobnie limit 250 tys. euro rocznego przychodu, po przekroczeniu którego nie można być "ryczałtowcem", zostanie obniżony do 150 tys. euro. Rząd liczył tymczasem, że likwidacja tej formy opodatkowania da budżetowi 200 mln zł.