O godzinie 12.24 euro było o 0,4 procent droższe niż w czwartek na zamknięciu, a tracący na świecie dolar kosztował o 0,3 procent mniej. Rano w reakcji na kryzys rządowy złoty spadł do najniższego od półtora tygodnia poziomu. Zaszkodziła mu też przecena na rynkach krajów wschodzących, do której przyczyniły
się złe wiadomości polityczne z zagranicy, w tym zamieszki na Węgrzech, mówią dealerzy. "Obecnie po porannych spadkach złoty zrobił przystanek. Rynek będzie czekać na to, czy jest większość czy nie. Na wydarzenia polityczne nałożył się bardzo kiepski nastrój na rynkach wschodzących. Niemal wszystkie waluty regionu tracą, ponieważ przyszło sporo negatywnych informacji" - powiedział dealer walutowy BNP Paribas, Jan Koprowski. Sytuacja na polskiej scenie politycznej jest wciąż niepewna, a w dłuższej perspektywie wcześniejsze wybory wcale nie muszą okazać się złym rozwiązaniem dla polskiej waluty, uważają dealerzy.
"Jeśli będą wybory, to będzie krótkoterminowe osłabienie, ale długoterminowo może się to okazać lepsze dla złotego, ponieważ daje przynajmniej szansę na nowy układ polityczny, podczas gdy koalicja w obecnym Sejmie chwilowo uspokoi sytuację, ale będzie bardzo słaba i ciągle uzależniona od szukania poparcia dla swoich ustaw" - dodał Koprowski.
W okresie podwyższonego napięcia politycznego dobra kondycja polskiej gospodarki zeszła na dalszy plan i fundamenty już nie wystarczają do wspierania złotego. "Przy takich ruchach liczy się psychologia, sytuacja na innych rynkach, to co ludzie myślą o tym, co może się wydarzyć. Teraz nikt nie patrzy na dane z gospodarki" - powiedział Koprowski.
Obligacje również traciły, ale ich przecena została ograniczona przez powrót Zyty Gilowskiej do rządu oraz przez silne wzrosty na rynkach zagranicznych. "Rano ceny obligacji spadły, ponieważ sytuacja koalicyjna złożyła się z wydarzeniami na Węgrzech. Potem przyszła informacja, że Gilowska wraca do rządu, że kilku posłów Samoobrony może poprzeć PiS i część strat odrobiliśmy w czym pomogły też silne wzrosty na rynkach zagranicznych" - powiedział dealer długu w BRE Banku, Remigiusz Zalewski. Dealerzy długu szczególnego zagrożenia dla rynku upatrują w rozpisaniu przedterminowych wyborów, co zawsze przynosi nową falę niepewności dotyczącej przyszłego