Na początku tygodnia rosyjskie władze anulowały ekologiczną ekspertyzę umożliwiającą realizację projektu Sachalin-2. Jest on wart 20 mld USD, a jego celem jest uruchomienie wydobycia gazu ziemnego na tej dalekowschodniej wyspie i zbudowanie instalacji skraplania gazu. W formie płynnej miałby on być eksportowany do Japonii i Korei Południowej już od 2008 r.
Zagrożony projekt
Projekt ten realizuje firma Sachalin-Energy, a jej głównym akcjonariuszem jest brytyjsko-holenderski koncern naftowy. Minister zasobów naturalnych zwrócił się do federalnej agencji Rostechnadzor o zaaprobowanie jego decyzji. W piątek agencja ta odpowiedziała jednak, że nie jest w tej sprawie kompetentna i ostateczna decyzja co do ekologicznej licencji dla Shella należy do ministerstwa.
Negatywna decyzja ministra zasobów naturalnych może wstrzymać realizację projektu, a na pewno ją opóźni. Shell podpisał już kontrakty na sprzedaż większości przyszłej produkcji, szacowanej na 9,6 mln ton, co odpowiada jednej trzeciej rocznego zużycia tego surowca przez Chiny. Sachalin-Energy zapewnia, że spełnia wszystkie warunki kontraktu Sachalin-2 i w niczym nie narusza rosyjskiego prawa.
Rosyjskie władze utrzymują, że jedyną przyczyną kroków podjętych przeciwko Shellowi jest troska o ochronę środowiska. Dla nikogo nie jest jednak tajemnicą, że 25 proc. w projekcie Sachalin-2 chce mieć Gazprom. Rosyjski państwowy monopolista w eksporcie gazu zawiesił jednak przed rokiem rozmowy w tej sprawie z Shellem, gdyż brytyjsko-holenderski koncern podwoił koszty przedsięwzięcia z pierwotnie zakładanych 10 mld USD. Gazpromowi, a więc i Kremlowi zależy jednak na zwiększeniu udziałów w Sachalinie-2, właśnie po to, by spółka utrzymała monopolistyczną pozycję.