Reklama

Doskonała koniunktura na rynku pierwotnym powinna się utrzymać

Giełdowych debiutantów przybywa. Powody do radości mają inwestorzy, ale także domy maklerskie, audytorzy, kancelarie prawne, doradcy finansowi i firmy odpowiedzialne za relacje inwestorskie oraz public relations. W tym roku mogą od spółek otrzymać za swoje usługi około 200 mln zł. Czy i kiedy są to dobrze wydane pieniądze?

Publikacja: 28.09.2006 09:36

Ostatnie dwa lata, począwszy od września 2004 roku, można uznać za okres zdecydowanego ożywienia na rynku pierwotnym (sprzedaż akcji przez spółki wchodzące na giełdę). Na warszawskim parkiecie pojawiły się w tym czasie 74 nowe spółki. Tempo rozwoju GPW nie słabnie. Tylko przez pierwsze dziewięć miesięcy tego roku liczba firm notowanych na GPW powiększyła się o 20. Dla porównania, tyle samo debiutów miało miejsce w latach 2001-2003. Ożywienie na rynku pierwotnym jest z pewnością związane z dobrą koniunkturą na rynku wtórnym, czyli z wysokimi, i wciąż rosnącymi, notowaniami akcji spółek, które wcześniej pojawiły się na giełdzie. Znaczenie ma też napływ pieniędzy do funduszy emerytalnych, mogących inwestować praktycznie tylko w kraju, oraz funduszy inwestycyjnych, zwłaszcza kupujących polskie akcje. Chętnie uczestniczą one w tzw. ofertach pierwotnych (z ang. IPO). Tradycyjnie IPO cieszą się też zainteresowaniem inwestorów indywidualnych.

Duże emisje

na horyzoncie

Sonda przeprowadzona przez "Parkiet" wśród przedstawicieli domów maklerskich pokazuje, że do końca roku na giełdzie może pojawić się jeszcze blisko 40 spółek - w bardzo optymistycznym scenariuszu. W mniej optymistycznym, ale za to zdecydowanie bardziej realnym - co najmniej 15. Tak czy inaczej, inwestorzy mogą liczyć, że ostatnie miesiące roku będą wciąż stać pod znakiem bardzo dużego "ruchu" na rynku pierwotnym.

Obecnie jedenaście prospektów czeka na zatwierdzenie przez Komisję Nadzoru Finansowego. Trzy dokumenty zaakceptowała niedawno Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (działała do 18 września). Były to prospekty spółki Dom Development, warszawskiego dewelopera, oraz Netmedii, stołecznej firmy działającej w obszarze e-commerce (prowadzi m.in. internetowy serwis rezerwacji hoteli), a także spółki Asseco Slovakia, zależnej od Asseco Poland (firma informatyczna). Przedsiębiorstwa te jeszcze nie zadebiutowały na GPW.

Reklama
Reklama

Wartość ofert publicznych spółek, które zamierzają pojawić się na warszawskim parkiecie jeszcze w tym roku, może sięgnąć ponad 3 mld zł. Będzie zatem trzykrotnie wyższa niż w przypadku dotychczasowych 20 debiutantów. Jakie oferty będą największe? Duże projekty przygotowuje CA IB Securities. Nie ujawnia szczegółów. Wiadomo jedynie, że chce zaoferować akcje dwóch zagranicznych firm (z Europy Środkowo-Wschodniej) za nawet 2 mld zł. Dom Development zamierza pozyskać z rynku 300-400 mln zł. Sieć telewizji kablowej Multimedia Polska nie zdradza jeszcze wielkości oferty, ale wiadomo, że będzie ona duża (z pewnością powyżej 50 mln zł). Nie jest jasne, czy szwajcarski 5E Holding, który chce sprzedać akcje za 250 mln zł, zadebiutuje w tym roku. Ten tzw. fundusz funduszy planował pierwotnie, że pojawi się na warszawskiej giełdzie jeszcze w pierwszym półroczu. Teraz nie ujawnia zamierzeń. O miejsce na tablicy notowań jeszcze w tym roku stara się Ruch, dystrybutor prasy. Jego oferta prawdopodobnie będzie miała wartość ponad 100 mln zł.

Wejście na naszą giełdę zapowiedział także czeski koncern energetyczny CEZ, który jest już notowany w Pradze. Zadebiutuje na naszym parkiecie prawdopodobnie w październiku, jednak nie będzie sprzedawał akcji. Być może 16 proc. walorów sprzeda w przyszłym roku czeski rząd. Oferta mogłaby mieć wartość ponad 10 mld zł!

Żniwa dla wszystkich

Doskonała koniunktura na rynku pierwotnym może mieć, poza wszystkim innym, swoje źródło także w tym, że dotychczasowe oferty dobrze się sprzedają, a spółki udanie - co do zasady - debiutują na warszawskim parkiecie. Tym samym zadowoleni są wszyscy - zarówno przedsiębiorstwa, bo z dużą łatwością pozyskują kapitał, jak i inwestorzy, gdyż debiuty firm są dla nich z reguły zyskowne. Oczywiście, powody do satysfakcji mają również firmy, które wprowadzają spółki na giełdę. Z naszych szacunków wynika, że za pomoc w wejściu na GPW tegoroczni debiutanci zapłacili dotychczas domom maklerskim i innym doradcom około 50 mln zł. To zaś stanowi około 5 procent wartości przeprowadzonych w tym czasie ofert publicznych (wartość ofert liczymy, uwzględniając zarówno akcje nowe, jak i sprzedawane przez dotychczasowych akcjonariuszy). Jeśli takie proporcje utrzymałyby się w kolejnych miesiącach, to w całym 2006 roku doradcy mogą otrzymać od giełdowych debiutantów ponad czterokrotnie więcej pieniędzy - około dwustu milionów złotych. Z czego to wynika? Z tego, że - jak wskazują zapowiedzi spółek i ich doradców - największe tegoroczne oferty są jeszcze przed nami. Co ważne dla uczestników rynku, wszystko wskazuje, że doskonała koniunktura potrwa dłużej niż do końca tego roku, a liczba przyszłorocznych debiutów będzie nie mniejsza niż tegorocznych. Doradcom pracy nie zabraknie.

Dobrze przygotowane oferty

Podjęcie przez firmę decyzji o wejściu na GPW to dopiero początek drogi, na końcu której jest giełda. Często przedsiębiorstwo musi zmienić formę prawną na spółkę akcyjną, strukturę organizacyjną, systemy zarządzania i raportowania. Poza tym musi określić m.in. optymalną wielkość emisji akcji oraz cenę, po której nowe akcje zostaną zaoferowane inwestorom. - A oni nie kupują już wszystkiego, co trafia na rynek - zauważa Paweł Tamborski, szef Departamentu Nowych Emisji domu maklerskiego CA IB Securities. Jego zdanie podziela Eliza Misiecka, dyrektor zarządzająca w agencji Genesis PR.

Reklama
Reklama

- W ostatnim czasie wiele się zmieniło i inwestorzy coraz krytyczniej oceniają oferty pierwotne. Dlatego muszą być one coraz lepiej przygotowane - mówi. - A to nie jest możliwe bez udziału doradców - podsumowuje Paweł Śliwiński, posiadacz licencji doradcy inwestycyjnego oraz wiceprezes spółki Inwest Consulting, od lipca obecnej na giełdzie.

Odpowiedzialność

nie tylko za debiut

- Aby sprzedać papiery po dobrej cenie, nawet w małej ofercie publicznej, trzeba się mocno postarać - przypomina Łukasz Wójcik z firmy NBS. Oceniając działania spółek, domów maklerskich i wszelkiej maści doradców z tej perspektywy, trzeba stwierdzić, że wyniki publicznych ofert są ich sukcesem. Redukcje zapisów na akcje debiutujących firm to reguła, czasem sięgają one nawet ponad 95 proc. Zadaniem spółki i jej doradców jest jednak nie tylko zdobycie kapitału. W dłuższej perspektywie liczy się także zdobycie i utrzymanie zaufania inwestorów. O tym, czy spółce się to udało, świadczy jej giełdowy kurs. Według ekspertów, jest za wcześnie, by oceniać pod tym względem tegorocznych debiutantów, gdyż nie wykorzystali jeszcze pieniędzy z rynku kapitałowego oraz nie funkcjonują na nim wystarczająco długo. Wcześniejsi debiutanci wypadają różnie, w większości pozytywnie. Są jednak wyjątki. - Na przykład Opoczno, które zraziło do siebie inwestorów wielokrotnym niedotrzymywaniem wcześniejszych prognoz - mówi Eliza Misiecka z Genesis PR. Kurs spółki to odzwierciedlił. Obecnie akcje producenta płytek ceramicznych kosztują o ponad 30 proc. mniej niż w dniu giełdowego debiutu, kiedy spółka otrzymała kredyt zaufania od rynku. Wprawdzie przy obecnej koniunkturze o taki kredyt jest stosunkowo łatwo, zwłaszcza jeśli oferta jest dobrze przygotowana i dobrze "sprzedana" inwestorom, ale spółki powinny pamiętać, że jeszcze łatwiej można ten kredyt stracić.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama