W piątek ministerstwo wystąpiło do zarządu ubezpieczyciela o zwołanie nadzwyczajnego walnego zgromadzenia. Jak czytamy w oś-wiadczeniu resortu, członkowie zarządu swoimi decyzjami doprowadzili do powstania złych praktyk w spółce.
Wątpliwości resortu skarbu budzi uchwała zarządu z 2004 r., zgodnie z którą Eureko dostawało szczegółowe dane, dotyczące sytuacji PZU. Takich danych nie otrzymywał żaden inny akcjonariusz. Zdaniem resortu, było to niezgodne z prawem.
- W ocenie ministerstwa skarbu taka praktyka jest wysoce naganna i wskazuje na próbę przejęcia faktycznego władztwa nad spółką - twierdzi resort. - Takie działanie jest sprzeniewierzeniem się członków zarządu wobec obowiązku najlepszego prowadzenia spraw spółki i dowodzi braku profesjonalizmu - informuje ministerstwo.
Gdy zarząd podejmował tę uchwałę, w jego składzie zasiadali Piotr Kowalczewski, Witold Walkowiak, Kazimierz Ortyński i Włodzimierz Soiński. Prezesem PZU był Cezary Stypułkowski. - Te zarzuty uważam jak najbardziej za absurdalne. A działania obecnego kierownictwa resortu skarbu wynikają prawdopodobnie z niekompetencji urzędników - komentuje całą sprawę Stypułkowski.
O nieudzieleniu absolutorium Stypułkowskiemu mówiło się już w lipcu, gdy odbyło się walne zgromadzenie PZU. Sam resort skarbu określał wówczas prezesa PZU jako "przeciętnego", a dobre wyniki PZU, w opinii resortu, osiągnięte zostały m.in. za pomocą rozwiązywania rezerw techniczno-ubezpieczeniowych. Takie działanie ministerstwo skarbu określiło wówczas jako sztuczkę księgową. Tymczasem podczas walnego PZU, 12 lipca br., Stypułkowski nie tylko otrzymał absolutorium, ale dostał również nagrodę roczną (ok. 45 tys. zł). Skwitowania dostali wtedy wszyscy członkowie zarządu - prócz Stypułkowskiego otrzymali je Piotr Kowalczewski, Mirosław Szturmowicz, Ryszard Bociong i Witold Walkowiak.