Premier Węgier Ferenc Gyurcsany będzie miał problemy z poprowadzeniem swojej partii do zwycięstwa w niedzielnych wyborach samorządowych. Z ankiet przeprowadzonych przez ośrodek badania opinii publicznej Gallup wynika, że socjaliści mogą liczyć na poparcie czwartej części społeczeństwa. W kwietniowych wyborach do parlamentu głosowało na nich aż 44 proc. Węgrów.
Zdaniem ekonomistów to nie najlepsza wiadomość. - Jeżeli MSzP nie odniesie zwycięstwa, to antyrządowe protesty mogą się nasilić - uważa Jeno Nagy, który zarządza 2,9 mld dolarów w budapeszteńskiej filii ING Investment Management. Zdaniem analityków, Gyurcsany, mimo nagrania wyemitowanego przez publiczne radio, w którym mówi, że okłamywał przed wyborami społeczeństwo, pozostaje na razie niezastąpioną osobą na stanowisku premiera. - Nie ma nikogo innego, kto mógłby sprawnie przeprowadzić reformy - twierdzi Nagy.
Viktor Orban, przewodniczący opozycyjnego Fidesza, nawołuje, by Gyurcsany zrezygnował ze stanowiska i zarzucił swój plan zmniejszania deficytu budżetowego. Oficjalnie nie wspiera jednak manifestacji wymierzonych w swego przeciwnika (w rzeczywistości lider opozycji prawdopodobnie ma jednak związek z antyrządowymi demonstracjami). - Potępiamy zamieszki, choć nie uważamy socjalistów za godnych zaufania. Jeżeli ludzie chcą wyrazić swoją dezaprobatę wobec rządu, powinni to zrobić w sposób przewidziany przez konstytucję - mówi Orban. Zdaniem ekspertów, nie zbije on jednak kapitału politycznego na niepowodzeniach przeciwnika.
Sytuacja makroekonomiczna kraju jest coraz gorsza. W wakacyjnych miesiącach, kiedy bezrobocie tradycyjnie spada, na Węgrzech wzrosło do 7,4 proc., a więc o 0,1 pkt proc. w stosunku do czerwca. W tym samym okresie ubiegłego roku było z kolei o 0,2 pkt proc. niższe. Urząd statystyczny oczekuje, że do końca roku bez pracy będzie 7,8 proc. ludzi poszukujących zatrudnienia.
Inflacja również nabiera tempa i, jak twierdzi Nigel Rendell z londyńskiego oddziału Calyona, już na początku przyszłego roku może osiągnąć nawet