Obserwując zachowanie amerykańskiej giełdy pozostajemy dalej w niepewności, który z czynników determinuje w największym stopniu wydarzenia. Czy jest to jak się dość powszechnie uważa sytuacja na rynku paliw, czy może doniesienia o stanie gospodarki, czy też może koniunktura na rynku obligacji. W piątek sytuacja na rynku paliw nie budziła niepokoju, doniesienia z gospodarki można było traktować jako pozytywne, a w najgorszym wypadku neutralne. Natomiast spokój mąciły notowania obligacji, które przeżywały jedną z gorszych sesji w ostatnich tygodniach. Rentowność 10-latek podniosła się w pierwszej połowie dnia o 7 pkt bazowych, do 4,68 proc. Taki wzrost nie zdarzył się ani razu od początku trwającego od końca czerwca spadku. Można więc przyjąć, że jest to początek odreagowania tego ruchu. Pytanie, jak wysoko zaprowadzi dochodowość. Odpowiedź na nie z punktu widzenia koniunktury giełdowej może być bardzo ważna. Dlaczego? Właśnie w obniżaniu się zyskowności papierów skarbowych można upatrywać istotnej przyczyny dobrej koniunktury w USA w ostatnich tygodniach. Niższa rentowność neutralizowała negatywny wpływ oczekiwań na zwolnienie tempa wzrostu zysków amerykańskich firm.

Czy wyższą zyskowność obligacji można potraktować jako lepszą ocenę stanu amerykańskiej gospodarki przez inwestorów? Raczej kluczowym czynnikiem jest kwestia stóp procentowych, na redukcję których w ostatnich dniach nadzieje znacząco się ograniczyły. Wzrost zarobków we wrześniu utrzymał się na poziomie 4 proc. (rok do roku), czyli najwyższym od ponad 5 lat. Jednocześnie spadła stopa bezrobocia, co przekonywało, że Fed w obawie przed wpływem sytuacji na rynku pracy na inflację powstrzyma się z decyzją o poluzowaniu polityki monetarnej. Dlatego mocno w górę poszedł dolar, który w relacji do euro osiągnął najwyższy poziom od 25 lipca. To znacząco zwiększyło szanse na udany atak na wsparcie przy 1,25 USD za euro. Powiedzie siź zapewne wtedy, gdy na dobre wrócą obawy inflacyjne. Miałoby to złe konsekwencje dla giełd.