Niemal nieustające promocje kredytów hipotecznych, spadające marże oraz prowizje sprawiają, że banki poszukują sposobów na zrekompensowanie mniejszych zysków. - I systematycznie powiększają spread dla franka szwajcarskiego, czyli różnicę między kursem kupna i sprzedaży tej najpopularniejszej waluty kredytowej - mówi Aleksandra Łukasiewicz, dyrektor ds. produktów bankowych w Open Finance.
- Gdy przed 2-3 laty szerokość spreadu w większości banków mieściła się w granicach 3 proc., tak teraz jest to już przedział 4-5 proc., a zdarzają się jeszcze wyższe. Cóż, takie są efekty uboczne wojny cenowej na parametrach kredytowych, które klient widzi na pierwszy rzut oka - dodaje przedstawicielka Open Finance.
Sprawdziliśmy jak kursy kupna i sprzedaży franka szwajcarskiego (CHF) zmieniły się na przestrzeni minionych dwóch miesięcy, odwołując się do naszego poprzedniego zestawienia z 10 sierpnia. Od tamtej pory Polbank EFG i Forits dokonały istotnych zawężeń spreadu, ale już w MultiBanku, mBanku, DB PBC i BGŹ nastąpiło ich znaczące rozszerzenie. Jak twierdzi Maciej Garwacki, wicedyrektor ds. sprzedaży w mBanku, celem zmiany było dostosowanie się do średniej rynkowej.
Tymczasem im drożej bank sprzedaje, a taniej skupuje franka, tym gorzej dla właściciela kredytu zaciągniętego właśnie w tej walucie. Najpierw kredyt np. 100 tys. zł trzeba przeliczyć na franki. Bank robi to po kursie kupna - im jest on niższy, tym klient więcej franków pożycza. Ze względu na niski kurs kupna, np. w DomBanku, aby do ręki dostać 100 tys. zł, trzeba się zadłużyć na ponad 41,4 tys. CHF. Z kolei w Kredyt Banku, gdzie kurs kupna franka należy do jednego z najwyższych, klient pożyczy już "tylko" 40,9 tys. CHF (wynika z tabeli kursowej z 4 października). Gdy natomiast klient spłaca ratę, wówczas bank liczy mu franka po kursie sprzedaży, który jest wyższy od kursu kupna. Gdyby ktoś jeszcze tego samego dnia chciał spłacić cały kredyt w DomBanku, musiałby oddać o 6 tys. zł więcej (spread 4 października wynosił ok. 6 proc.), a w Kredyt Banku byłoby to niecałe 3,6 tys. zł (spread 3,56 proc.). Przeciźtnie przy omawianym kredycie trzeba by było zwrócić ok. 4,5 tys. zł więcej niż się pożyczyło.
Jednoprocentowa prowizja od udzielenia kredytu okazuje się przy tym niemal drobiazgiem. Z tą różnicą, że prowizję widać, a kosztu związanego ze spreadem już nie, i klienci nie zwracają na ten element uwagi. - Jak zauważyliśmy, kategoria ta nie ma specjalnego znaczenia dla wielkości sprzedaży - potwierdza Maciej Garwacki z mBanku. Tymczasem różnice w kursie kupna i sprzedaży waluty odbijają się na oprocentowaniu kredytu.