Czy Polskie Linie Lotnicze LOT są w tarapatach? Czy grozi im przejęcie przez dużego międzynarodowego przewoźnika? Czy LOT może zarabiać, i to nie na sprzedaży swoich nieruchomości, ale na przewozach? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania. Wiele z tych wątpliwości miała rozwiać strategia rozwoju firmy, ale ta na razie jest tajemnicą. Dziś zarząd przekaże radzie nadzorczej tezy do dyskusji na temat rozwoju przedsiębiorstwa. Co zatem czeka naszego narodowego przewoźnika? Na co powinien położyć nacisk, chcąc utrzymać się na rynku? W czerwcu z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej LOT-u zrezygnował Władysław Bartoszewski. Odchodząc stwierdził, że jeśli w spółce nic się nie zmieni, to najdalej za 10 lat zostanie przejęta przez międzynarodowego dużego konkurenta. Co powinno zdarzyć się w firmie, żeby tak się nie stało?
Plan lotu
Według Krzysztofa Kapisa, prezesa PLL LOT, spółka przede wszystkim musi wzmocnić sprzedaż. Bez aktywniejszej walki o klienta nie ma szans na większe zyski, a bez nich z kolei nie ma co liczyć na rozwój. Jednym z większych problemów przedsiębiorstwa jest ekspansja tanich linii lotniczych, które na dobre zadomowiły się na naszym niebie. Niskokosztowi przewoźnicy obniżyli poprzeczkę, jeśli chodzi o ceny biletów i jakość usług, ale zabrali część klientów tradycyjnym przewoźnikom.
W I kwartale LOT obsłużył 942 tys. pasażerów i miał 36,5 proc. udziałów w rynku. Dla porównania, w tym samym okresie 2005 roku pasażerów było prawie 947 tys., a udziały w rynku polskiego przewoźnika wynosiły prawie 50 proc. Spółka nie podała danych za II kwartał. Węgierski Wizz Air czy irlandzki Ryanair deklarują, że za dwa lata będą obsługiwać więcej pasażerów niż nasz narodowy przewoźnik.
- Musimy rozwinąć sieć sprzedaży, dotrzeć do większej liczby klientów. W dzisiejszych czasach nie można liczyć na wybranych pasażerów, na przykład biznesowych czy turystów. Każdy klient musi być ważny dla spółki i o każdego trzeba się starać - tłumaczy nam Krzysztof Kapis. Tworzony plan rozwoju spółki ma zawierać także przepisy na uzdrowienie firmy od środka. Personel pokładowy chce np. tak zwanych obozów kondycyjnych, piloci uporządkowania harmonogramów pracy. Co chwila pojawiają się informacje, że ruch na lotnisku może być sparaliżowany, bo załogi nie przystąpią do pracy. Obecnemu zarządowi już dwukrotnie udawało się w ostatniej chwili zaproponować organizacjom pracowniczym kompromisowe rozwiązanie sporów.