Reklama

Na skrzydłach tradycji daleko się nie doleci

LOT musi się zmienić. Tak twierdzi zarząd spółki, który chce poprawić jej wyniki finansowe, zwiększyć udział w rynku i przygotować do dalszej prywatyzacji. Skarb Państwa chce wprowadzić spółkę na giełdę. A czego konkretnie potrzebuje firma?

Publikacja: 10.10.2006 09:13

Czy Polskie Linie Lotnicze LOT są w tarapatach? Czy grozi im przejęcie przez dużego międzynarodowego przewoźnika? Czy LOT może zarabiać, i to nie na sprzedaży swoich nieruchomości, ale na przewozach? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania. Wiele z tych wątpliwości miała rozwiać strategia rozwoju firmy, ale ta na razie jest tajemnicą. Dziś zarząd przekaże radzie nadzorczej tezy do dyskusji na temat rozwoju przedsiębiorstwa. Co zatem czeka naszego narodowego przewoźnika? Na co powinien położyć nacisk, chcąc utrzymać się na rynku? W czerwcu z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej LOT-u zrezygnował Władysław Bartoszewski. Odchodząc stwierdził, że jeśli w spółce nic się nie zmieni, to najdalej za 10 lat zostanie przejęta przez międzynarodowego dużego konkurenta. Co powinno zdarzyć się w firmie, żeby tak się nie stało?

Plan lotu

Według Krzysztofa Kapisa, prezesa PLL LOT, spółka przede wszystkim musi wzmocnić sprzedaż. Bez aktywniejszej walki o klienta nie ma szans na większe zyski, a bez nich z kolei nie ma co liczyć na rozwój. Jednym z większych problemów przedsiębiorstwa jest ekspansja tanich linii lotniczych, które na dobre zadomowiły się na naszym niebie. Niskokosztowi przewoźnicy obniżyli poprzeczkę, jeśli chodzi o ceny biletów i jakość usług, ale zabrali część klientów tradycyjnym przewoźnikom.

W I kwartale LOT obsłużył 942 tys. pasażerów i miał 36,5 proc. udziałów w rynku. Dla porównania, w tym samym okresie 2005 roku pasażerów było prawie 947 tys., a udziały w rynku polskiego przewoźnika wynosiły prawie 50 proc. Spółka nie podała danych za II kwartał. Węgierski Wizz Air czy irlandzki Ryanair deklarują, że za dwa lata będą obsługiwać więcej pasażerów niż nasz narodowy przewoźnik.

- Musimy rozwinąć sieć sprzedaży, dotrzeć do większej liczby klientów. W dzisiejszych czasach nie można liczyć na wybranych pasażerów, na przykład biznesowych czy turystów. Każdy klient musi być ważny dla spółki i o każdego trzeba się starać - tłumaczy nam Krzysztof Kapis. Tworzony plan rozwoju spółki ma zawierać także przepisy na uzdrowienie firmy od środka. Personel pokładowy chce np. tak zwanych obozów kondycyjnych, piloci uporządkowania harmonogramów pracy. Co chwila pojawiają się informacje, że ruch na lotnisku może być sparaliżowany, bo załogi nie przystąpią do pracy. Obecnemu zarządowi już dwukrotnie udawało się w ostatniej chwili zaproponować organizacjom pracowniczym kompromisowe rozwiązanie sporów.

Reklama
Reklama

- Musimy zrobić porządek na własnym podwórku. Spory chcemy jak najszybciej zakończyć i uporządkować kwestie socjalne. Oczywiście, nie wszystkie postulaty możemy spełnić. Czasy się zmieniły i musimy dostosować firmę, również w kwestiach socjalnych, do realiów rynkowych. Nie wszystkie przywileje pracowników obowiązujące kilka lat temu można utrzymać dzisiaj, głównie ze względów finansowych - wyjaśnia Krzysztof Kapis.

Porządkowanie spółki ma również dotyczyć kwestii odnowienia taboru. Firma chce, aby pasażerowie na dalekich trasach mogli latać najnowszymi boeingami 787, tzw. dreamlinerami. Oznacza to spore wydatki - jeden taki samolot to koszt około 150 mln USD. LOT podobno dostał spory rabat na nowe maszyny. Jego wysokość jest tajemnicą handlową. Spółka na razie zagwarantowała sobie u producenta możliwość kupienia czternastu takich samolotów. Pierwszych siedem ma trafić do przewoźnika od października 2008 r. do końca 2010 r. Już niebawem firma ma zacząć wpłacać pierwsze zaliczki na poczet tych zakupów. Decyzja o tym, jak w całości będzie finansowane odnowienie taboru, jeszcze nie zapadła. W grę wchodzi albo leasing, albo kredyt bankowy.

Nowe samoloty to więcej połączeń. Przewoźnik chce zwiększyć liczbę lotów europejskich i planuje wprowadzenie nowych azjatyckich rejsów. W grę wchodzą takie kierunki, jak Indie czy Chiny. Szef spółki zastrzega jednak, że żadna nowa trasa nie zostanie uruchomiona bez dokładnej ekonomicznej analizy. - Nie stać nas na błędy i chybione pomysły. Uruchomienie nowych połączeń ma przede wszystkim przynieść zyski - mówi prezes Kapis.

Prywatyzacja czeka

Przekształcenia własnościowe to kolejny problem, z którym musi się zmierzyć LOT wspólnie z Ministerstwem Skarbu Państwa. Kolejni ministrowie i prezesi firmy złożyli wiele deklaracji. Pomysłów było kilka, jednak najbardziej prawdopodobną opcją wydaje się wprowadzenie firmy na giełdę. To, zdaniem branżowych ekspertów, pozwoli firmie pozyskać kapitał i utrzymać dużą niezależność. Ostatnio podawaną i dość prawdopodobną datą debiutu na GPW wydaje się koniec 2007 roku. MSP nie jest w stanie na razie odpowiedzieć, czy faktycznie LOT do tego czasu znajdzie się na warszawskiej giełdzie. Zarząd firmy twierdzi, że jest to realny termin.

Przy okazji prywatyzacji wraca problem niedawnego partnera PLL LOT, czyli szwajcarskich linii Swissair, które zbankrutowały. Obecnie pakietem 25 proc. akcji, które należały do Szwajcarów, zarządza syndyk masy upadłościowej. -LOT musi zostać dokapitalizowany przez giełdę, ale tę decyzję należy podjąć z syndykiem Swissaira. Nie chciałbym jednak, aby wskutek wejścia firmy na giełdę Skarb Państwa stracił pakiet kontrolny - twierdzi Ireneusz Dąbrowski, wiceminister Skarbu Państwa (MSP posiada prawie 68 proc. akcji przewoźnika). Z naszych informacji wynika, że syndyk na razie nie planuje sprzedaży kontrolowanych papierów. Co więcej, zamierza wstrzymać się z tym do czasu prywatyzacji spółki, wierząc, że odbędzie się ona właśnie poprzez giełdę. Problemem jest cena akcji i wartość spółki.

Reklama
Reklama

Analitycy wstępnie szacują wartość LOT-u na około 450-550 mln USD. Dla porównania, w 1999 r. Swissair za 180 mln USD objął 37,6 proc. akcji LOT-u. To daje około 107 USD za papier (czyli dziś około 320 zł). Obecnie syndyk szwajcarskich linii szacuje, że 25 proc. akcji, jakimi zarządza, warte jest około 100-130 mln USD. Czyli jedna akcja LOT-u dzisiaj wyceniania jest na około 100-120 dolarów (nieco ponad 310-372 zł). Z tych wyliczeń wynika, że cała spółka warta jest około 1,4-1,5 mld zł, czyli około 500 mln USD. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, ze Bank Inwestycyjny JPMorgan kilka miesięcy temu wstępnie oszacował wartość naszego narodowego przewoźnika na około 600 mln USD.

Na początek finanse

Przed ewentualnym wejściem na giełdę zarząd PLL LOT obiecuje poprawę i stabilizację wyników finansowych spółki. 2006 rok będzie jeszcze trudny. Firma nie podaje wyników finansowych ani za pierwsze półrocze, ani szacunków na koniec 2006 rok. Przypomnijmy, że w 2002 roku zarobiła 112,6 mln zł. W 2003 roku miała prawie 110 mln zł straty. Rok 2004 znów przyniósł zysk, ale niewielki, bo 18 mln zł. W 2005 roku LOT zarobił 89 mln zł. W tym roku może być podobnie. Niektóre osoby ze spółki twierdzą, że zyski w br. mogą wynieść jednak znacznie więcej. Podobno firma sporo zarobiła na handlu paliwem i na innych pozaprzewozowych działaniach, jak na przykład sprzedaży niektórych aktywów. Szefowie przewoźnika wybrani późną wiosną potwierdzają, że zyski mogą i powinny być większe. Czas przyniesie odpowiedź.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama