Reklama

Nowy właściciel Beef-Sanu musi ogłosić wezwanie

Producent wołowiny zakończył ofertę publiczną. Gros akcji trafiło do Lucjana Pilśniaka, właściciela przejmowanej przez Beef-San firmy AJPI. Co by nie zrobił, czeka go ogłoszenie wezwania. Możliwe że... na zero akcji

Publikacja: 20.10.2006 10:26

W zakończonej wczoraj ofercie Beef-San sprzedał w sumie 47,5 mln akcji. 34,5 mln papierów kupił Lucjan Pilśniak, 10 mln - instytucje finansowe, a 3 mln - drobni gracze.

Po zarejestrowaniu nowych akcji kapitał zakładowy spółki wzrośnie z 4,76 do 52,3 mln walorów. Oznacza to, że nieco ponad 66 proc. papierów znajdzie się w rękach jednego inwestora. Musi on więc ogłosić wezwanie.

Prawo każe wezwać

Taki obowiązek nakładają na Lucjana Pilśniaka dwa artykuły ustawy o ofercie - 73 i 74. Stwierdzają, że przekroczenie 33 lub 66 proc. ogólnej liczby głosów w spółce publicznej wymaga ogłoszenia wezwania. W pierwszym przypadku (33 proc.) inwestor zobowiązany jest zaoferować kupno tylu akcji, żeby łącznie z już posiadanymi dawały mu 66 proc. głosów. W drugim (66 proc.) musi wezwać inwestorów do sprzedaży wszystkich pozostałych papierów spółki. Przed emisją Lucjan Pilśniak kontrolował mniej niż 5 proc. kapitału i głosów na walnym zgromadzeniu Beef-Sanu. Po zarejestrowaniu nowych akcji, jego zaangażowanie zwiększy się dokładnie do 66,02 proc. Od dnia rejestracji walorów będzie miał trzy miesiące na zastosowanie się do przepisów (taki termin narzuca ustawa). Przed inwestorem rysuje się kilka możliwości.

Kupić czy sprzedać?

Reklama
Reklama

Pierwsza z nich to ogłoszenie wezwania na wszystkie akcje Beef-Sanu będące poza jego kontrolą, czyli prawie 18 mln papierów. Przy wczorajszym kursie pakiet ten wart byłby ponad 53 mln zł.

Drugim rozwiązaniem jest sprzedaż niewielkiej liczby akcji tak, by zejść poniżej progu 66 proc. głosów. Nie uchroni to jednak L. Pilśniaka przed wezwaniem - przekroczył wszak próg 33 proc. Będzie musiał zaoferować kupno tych papierów, których brakuje mu do osiągnięcia 66 proc.

Źadna z powyższych opcji nie jest dla L. Pilśniaka opłacalna. W niedawnej ofercie płacił 1,6 zł za akcję, a w ewentualnym wezwaniu powinien zaoferować przynajmniej 2,88 zł. Za tyle kupował w lutym akcje na giełdzie. Ustawa nakazuje mu zaproponować przynajmniej taką cenę.

Najmniejsze wezwanie świata

Co się stanie, jeśli inwestor sprzeda dokładnie tyle akcji, żeby kontrolować równo 66 proc. głosów na WZA? Paradoksalnie, nawet wtedy będzie miał obowiązek ogłosić wezwanie. Przekroczył przecież 33 proc. Ile akcji będzie musiał skupić? Wszystko wskazuje na to, że... żadnej! Wezwanie ma przecież umożliwić mu osiągnięcie progu 66 proc., który już ma. Ale przepis to przepis. Inwestor musi się do niego dostosować.

Naturalnie do takiej operacji należy zaangażować biuro maklerskie, które zgodzi się pośredniczyć w wezwaniu do sprzedaży zera akcji?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama