W zakończonej wczoraj ofercie Beef-San sprzedał w sumie 47,5 mln akcji. 34,5 mln papierów kupił Lucjan Pilśniak, 10 mln - instytucje finansowe, a 3 mln - drobni gracze.
Po zarejestrowaniu nowych akcji kapitał zakładowy spółki wzrośnie z 4,76 do 52,3 mln walorów. Oznacza to, że nieco ponad 66 proc. papierów znajdzie się w rękach jednego inwestora. Musi on więc ogłosić wezwanie.
Prawo każe wezwać
Taki obowiązek nakładają na Lucjana Pilśniaka dwa artykuły ustawy o ofercie - 73 i 74. Stwierdzają, że przekroczenie 33 lub 66 proc. ogólnej liczby głosów w spółce publicznej wymaga ogłoszenia wezwania. W pierwszym przypadku (33 proc.) inwestor zobowiązany jest zaoferować kupno tylu akcji, żeby łącznie z już posiadanymi dawały mu 66 proc. głosów. W drugim (66 proc.) musi wezwać inwestorów do sprzedaży wszystkich pozostałych papierów spółki. Przed emisją Lucjan Pilśniak kontrolował mniej niż 5 proc. kapitału i głosów na walnym zgromadzeniu Beef-Sanu. Po zarejestrowaniu nowych akcji, jego zaangażowanie zwiększy się dokładnie do 66,02 proc. Od dnia rejestracji walorów będzie miał trzy miesiące na zastosowanie się do przepisów (taki termin narzuca ustawa). Przed inwestorem rysuje się kilka możliwości.
Kupić czy sprzedać?