Czwartkowa sesja na Wall Street rozpoczęła się od spadków głównych indeksów. Strona popytowa dość szybko jednak opanowała sytuację i przejęła inicjatywę, wyprowadzając notowania na plusy.
Aktualna sytuacja techniczna na wykresach S&P500, Nasdaq Composite i Dow Jones, wskazuje na zdecydowaną przewagę strony popytowej. Jednak z każdym dniem i z każdym wzrostem, tego trwającego już trzy miesiące impulsu, rośnie prawdopodobieństwo wystąpienia większej korekty. Wskazuje na to nie wykupienie, które obecnie jest największe od kilkunastu miesięcy, ale obserwowany od połowy września spadek obrotów, jak również bliskość oporów na wykresach Nasdaq Composite i S&P500.
Indeks technologiczny dotarł we wtorek do oporu, jaki na 2370,87 pkt tworzy szczyt z 19 kwietnia br. W połączeniu z wykupieniem, jak również ze spadającymi obrotami, poziom ten nabiera dużego znaczenia. Być może nie odwróci trendu, ale rosną szanse na większą korektę. Coraz bliżej oporu, jaki w okolicy 1380 pkt tworzy górne ograniczenie ponad 2-letniego kanału wzrostowego, znajduje się również S&P 500. Stąd też możliwe jest powolne hamowanie zwyżki.
Obecnie na horyzoncie nie widać żadnego katalizatora mogącego doprowadzić do odwrócenia korzystnych tendencji na Wall Street. Nawet jeżeli pojawią się słabe dane dla amerykańskiej gospodarki, to albo kolejne będą dobre, albo też inwestorzy te słabe dane interpretują na korzyść akcji, jako zapowiedź obniżenia stóp w przyszłości. Tymczasem do sprowokowania korekty po taki długich i wyraźnych wzrostach konieczny jest zdecydowany impuls. Być może tym impulsem będzie najbliższe środowe posiedzenie FOMC. Co prawda podwyżka stóp procentowych jest nierealna, jednak już wyrażenie zaniepokojenia przez FOMC, najwyższą od 10 lat inflacją bazową CPI (2,9 proc.) jak najbardziej. Zwłaszcza że zarówno w protokole po ostatnim posiedzeniu FOMC, jak i Beżowej Księdze, można obawy o zbyt szybki wzrost cen zauważyć.