Po przebiciu spadkowej linii trendu, biegnącej przez szczyty z maja i lipca, WIG20 utknął na
wysokości lipcowego maksimum. Wczorajsza sesja mogła przekreślić nadzieje byków na atak na majowy rekord wszechczasów (3 347,8 pkt.) o ile nie przekreślić, to w istotny sposób odsunąć w czasie. Jednak wsparcie wyznaczane przez lokalny dołek z 17 października (3128,6 pkt) zdołało się obronić. Styl, w jakim popyt wygrał wczorajszą sesję, nie był jednak rewelaycjny. Owszem, pod wpływem lepszych od oczekiwań wyników kwartalnych, akcje
TP poszybowały w górę ponad
5 proc., ale nie doprowadziło
to do zmiany trendu głównego na rynku tych akcji, który od roku ma kierunek spadkowy. W sytuacji kiedy popyt tak duże środki przeznaczył na zakup akcji w dniu wczorajszym (wolumen najwyższy w historii), obawiam się, że z pokonaniem linii trendu na 21,5 zł mogą być w najbliższym czasie kłopoty. Gwałtowną zwyżkę notowań TP niemal w całości zneutralizował spadek kursu akcji KGHM. Tutaj otrzymaliśmy wyraźny sygnał - budowane od lipca szczyty na wysokości 120 zł to w tej chwili bariera dla popytu zbyt silna.