W listopadzie, najpóźniej w grudniu, spodziewać się należy niekorzystnego dla Polski wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. ETS zakwestionuje zasady pobierania podatku od rejestracji aut. Mimo to posłowie nie spieszą się z wprowadzeniem nowej taksy, zależnej od normy spalania i pojemności silnika. Rządowy projekt ustawy o podatku od samochodów, złożony w Sejmie w czerwcu, nie doczekał się nawet drugiego czytania.
Parlament ma czas
W ubiegły czwartek odbyło się posiedzenie specjalnej podkomisji, złożonej z posłów Komisji Finansów Publicznych, Rozwoju Przedsiębiorczości i Infrastruktury. Omówić miał proponowane przepisy. Okazało się wówczas, jak bardzo jesteśmy opóźnieni z ich wdrażaniem. Przewodniczący komisji Krzysztof Maciejewski (PiS) poprosił dopiero o dodatkowe ekspertyzy. Nic więc dziwnego, że wiceminister finansów Jarosław Neneman uznał, że przed 2007 r. nie ma szans na uchwalenie ustawy. "Rzeczpospolitej" powiedział, że zamiast czekać na efekty prac Sejmu, obniży obecne stawki akcyzy na auta tak, by były one zgodne z wymogami Unii Europejskiej. Bruksela kwestionowała przede wszystkim różnicowanie poziomu podatku zależnie od wieku pojazdu (od 3,6 aż do 65 proc. jego wartości). Eksperci zaproszeni na posiedzenie podkomisji sugerowali, że najlepszym rozwiązaniem jest zrównanie stawek aut nowych i używanych, a w przypadku tych drugich do obliczenia podatku stosowanie wartości rynkowych pojazdu. Obecnie akcyzę płaci się od deklarowanej wartości - nagminnie zaniżanej.
Wracamy do wycen?
To zaś oznacza, że urzędy celne (pobierają akcyzę) mogą wrócić do korzystania z usług rzeczoznawców - a właściwie do jednej firmy. Przed wejściem do Unii Europejskiej, wartość auta podlegająca ocleniu była weryfikowana zwykle na bazie katalogów cen EurotaxGlass?s. Firma dostarcza informacji o wartości pojazdów z większości europejskich rynków. Fakt, że jest to intratne przedsięwzięcie, dowodzi przejęcie EurotaxGlass?s przez brytyjski fundusz inwestycyjny Candover w maju tego roku za 480 mln euro.