Parlament Europejski zakończył wczoraj prace nad dyrektywą usługową - jednym z bardziej kontrowersyjnych aktów prawnych ostatnich lat. Jej przepisy, po wejściu w życie w 2010 r., ograniczą możliwość blokowania rynków przed usługodawcami z innych krajów członkowskich. Rozmaite certyfikaty, licencje i zezwolenia nie znikną jednak w całości. Pod naciskiem opinii publicznej ze "starych" państw Unii deputowani jeszcze w lutym zrezygnowali z tzw. klauzuli kraju pochodzenia. Umożliwiała ona firmom funkcjonowanie w innych państwach UE na podstawie przepisów kraju rodzimego. Zamiast niej w dyrektywie pojawił się ogólny zapis o swobodzie świadczenia usług, ale z licznymi wyjątkami (takimi jak zagrożenie dla "bezpieczeństwa socjalnego" czy "porządku publicznego").
Socjalistom, którzy umiejętnie wykorzystali lęki przed "polskim hydraulikiem", nie udało się wczoraj wprowadzić dodatkowych ograniczeń w stosowaniu dyrektywy. Tak więc za trzy lata na większe otwarcie rynków mogą liczyć przedsiębiorcy z takich branż, jak: budownictwo, zarządzanie nieruchomościami, reklama, doradztwo prawne i podatkowe, wynajem samochodów, usługi komunalne czy turystyka. Przepisy dyrektywy nie będą jednak dotyczyć całej palety usług finansowych. W tym przypadku dalej obowiązywać będą regulacje branżowe (oddzielnie dla banków, oddzielnie dla ubezpieczeń).
Na liberalizacji skorzystać mogą polscy eksporterzy, którzy borykają się z biurokracją w innych krajach unijnych. Duże problemy miały firmy budowlane, od których samorządy innych państw (m.in. Niemiec) wymagały certyfikatów lokalnych organizacji rzemieślniczych. Kłopoty sprawiały także wymogi dotyczące stażu pracowników (pod uwagę brany był bowiem czas pracy tylko w danym kraju, niezależnie od doświadczenia w Polsce). Administracje innych państw przy zamówieniach publicznych odrzucały oferty polskich usługodawców bez podania przyczyny. Podobne utrudnienia napotykały spółki eksportu jące urządzenia przemysłowe. Lokalne przepisy blokowały możliwość montażu maszyn już u odbiorcy przez polskich robotników. Zamiast tego wymagane było powołanie odrębnej filii firmy w miejscu dostawy.
Jakie ograniczenia pozostaną? Dyrektywa zezwala na żądanie dodatkowego ubezpieczenia i gwarancji finansowych od usługodawcy. Liberalizacja nie obejmuje także kwestii związanych z układami zbiorowymi pracy. Oznacza to, że polscy eksporterzy dalej muszą się stosować do umów, których nie negocjowali. Nie znikną także pozwolenia na świadczenie usług.