Zaczęliśmy sesję w sporej niepewności, ale już w pierwszej godzinie skończyło się osuwanie i po przetestowaniu przez indeksu WIG20 minimów środowej wyprzedaży do głosu doszedł popyt liczący na odreagowanie. Osamotnienie (względem rynków regionu) w czasie środowej przeceny działało na korzyść GPW, a do tego wspierały nas zarówno rekordy na amerykańskich parkietach, jak i uspokojenie na rynku surowców.
To właśnie spółki surowcowe (Lotos, PKN, KGHM) najmocniej przyczyniły się do rozpoczęcia porannego odbicia. Przez moment wyglądało to naprawdę korzystnie, bo większość spółek zachowująca się zdecydowanie lepiej niż indeks generowała największe obroty. Sytuację skomplikował jednak arbitraż. Tuż przed południem koszyki zleceń sprzedaży zatrzymały wzrost i ze względu na niską wartość bazy męczyły rynek podażą przez ponad dwie godziny. Arbitrażyści wykorzystują każdą okazję, by realizować zyski i redukować swoje ogromne pozycje. Jednak mimo ciągłej presji na byki, indeks trzymał się tuż przy sesyjnych szczytach i takie zachowanie sugerowało, że jeśli polskie dane o płacach w październiku i amerykańskie CPI będą dobre, a co za tym idzie wzrośnie optymizm/baza na rynku terminowym, to tylko dzięki ustaniu arbitrażu możemy zobaczyć nowe sesyjne szczyty.
Dane o płacach były nieco wyższe od oczekiwań, ale oczywiście nic nie zmieniły w rynkowym konsensusie co do polityki pieniężnej. Przełomem była za to kolejna w tym tygodniu pozytywna inflacyjna niespodzianka z USA, gdzie CPI było wyraźnie poniżej prognoz, osiągając rok do roku wartość najniższą (1,3 proc.) od 2002 roku. Dane bardzo korzystne dla rynków akcji i tak też zinterpretowali je polscy inwestorzy. Warto zwrócić uwagę, że brak presji inflacyjnej w USA można też interpretować jako odsunięcie w czasie poszukiwania przez globalne fundusze bardziej ryzykownych inwestycji (emerging markets), choć oczywiście w krótkim terminie mało kto patrzy na takie niuanse. Ciężko podsumować sesję, na której decydującą rolę odgrywały fundusze wykorzystujące arbitraż, a do tego sam wzrost indeksów w odniesieniu do środowej przeceny jest jedynie skromnym odreagowaniem. Obroty nie były na tyle przekonujące, by zanegować środową wyprzedaż, a z drugiej strony odporność rynku na koszyki arbitrażystów wskazuje na wciąż tkwiący w bykach potencjał.