Sądzę, że zapoczątkowany w październiku trend wzrostowy powinien być w najbliższych tygodniach kontynuowany. Przede wszystkim warto zauważyć, że bazując na danych z lat 1995-2006 można stwierdzić, że prawdopodobieństwo zwyżki indeksu WIG20 w okresie od końca listopada
danego roku do końca lutego roku
następnego wynosi aż 82 proc. W ostatnich dniach napłynęły ponadto korzystne dla rynku akcji informacje monetarne. Po pierwsze okazało się, że wskaźnik PPI ukształtował się w USA na niższym poziomie od oczekiwanego, po drugie niższa od spodziewanej była inflacja konsumpcyjna w naszym kraju.
Uwzględniając fakt, że tempo amerykańskiego wzrostu gospodarczego zmalało w USA do 1,6 proc. można spodziewać się, że perspektywa dokonania "pierwszej obniżki" przez Fed staje się coraz bardziej realna. Z kolei w przypadku Polski dane inflacyjne powodują, że polityka RPP nadal ma szanse być łagodną. Czasami wprawdzie pojawiają się opinie niektórych członków Rady wskazując na konieczność wzrostu stóp, ale nie pochodzą one z większościowej grupy, której liderują prof. Wojtyna i prof. Sławiński. Trzeba również podkreślić, że impulsem do zwyżek może być jak to wielokrotnie w przeszłości bywało, zakończenie fazy publikacji raportów finansowych za III kwartał tego roku. Wyniki generalnie potwierdziły dobrą kondycję spółek giełdowych. Trzeba też pamiętać, że wchodzimy we wzrostową fazę cyklu prezydenckiego w USA. Obejmuje ona rok przedwyborczy i wyborczy. Nazwać można ją w uproszczeniu fazą B. Każdy z przypadków tej fazy (1995-1996 1999-2000,
2003-2004) przynosił zwyżkę indeksu WIG20 licząc od początku fazy do jej końca. Co więcej, w ramach każdej fazy pojawiała się jedna zwyżka tego indeksu, licząc od dołka do szczytu, rzędu minimum 83 proc. To spektakularne osiągnięcie pozwala z optymizmem patrzeć na perspektywy polskiego rynku akcji w latach 2007-2008. Tym razem być może skala wzrostów może być mniejsza z uwagi choćby na wyższe wyceny spółek. Trzeba przyznać, że np. wskaźnik P/BV poprzedzający poprzednie epizody kształtował się np. na wyraźnie niższym poziomie niż obecnie.