Przyznam się - cenię Grażynę Gęsicką, minister rozwoju regionalnego. Cenię ją pomimo organizowania cotygodniowych konferencji pod tytułem "Ile miliardów euro dostaniemy z...". Takie podejście powoduje bowiem, że kompletnie nie można się połapać w tym, ile dostajemy, ile wydajemy, ile wyrzucamy w błoto i ile będziemy musieli oddać Unii.
Ale cenię sobie panią minister. Przede wszystkim dlatego, że ma odwagę odebrać pieniądze innym urzędnikom. Oczywiście, podejrzewam, że jakiś udział w utracie części otrzymanych wcześniej środków mają kierujący resortami finansów i gospodarki, inni ministrowie oraz premier. Mimo wszystko - cieszę się, że pani minister od rozwoju regionalnego dba o to, żeby pieniądze zostały wydane, nie zwrócone, i nie boi się zaproponować odebrania pieniędzy innym kolegom z rządu.
Jednak jeszcze bardziej ją cenię za to, że jest urzędnikiem, który nie boi się przyznać, że - generalnie - urzędnicy są mniej aktywni i pomysłowi niż przedsiębiorcy. Odebranych ministerstwom pieniędzy nie przeznaczyła bowiem na jakieś agencje czy urzędy, ale oddała przedsiębiorcom. Ze świadomością, że urzędnicy nie daliby rady z sensownym wydaniem owych 100 mln zł do połowy 2008 roku. A przedsiębiorcy na pewno sobie z tym poradzą. Szkoda tylko, że na płynące z postępowania minister Gęsickiej wnioski nie zwracają uwagi ani inni ministrowie, ani premier. Mogliby bowiem nie tylko nie powoływać nowych urzędów, ale także zlikwidować kilka starych i zostawić więcej pieniędzy przedsiębiorcom. Ci są bowiem nie tylko lepsi w zarabianiu pieniędzy, ale także w ich wydawaniu.