Aferzysta na wolności - krzyczały przed chwilą na pierwszych stronach gazety. Rywin, odpowiadając na pytania dziennikarzy, zapewniał, że "czuje się obrzydliwie", ale, niestety, nie był to chyba komentarz ani do decyzji sądu, który wypuścił go z więzienia, ani przejaw swoistej autoironii.
Z niedawnych badań studentów, które opisywała prasa, wynika, że większość z nich na pytanie, czy kradzież to rzecz zła, czy dobra, odpowiada - to zależy. Niby nic nowego, bo przynajmniej od czasów Sienkiewicza wiadomo, że jak mnie ukraść - to źle, a jak ja ukraść - to już dużo lepiej. Jednak na tle niezliczonych afer i aferek gospodarczych takie wyznanie "młodej polskiej inteligencji" nie wróży nam dobrze. Pociecha w tym może, że "zdrowsza część narodu" wyjechała za granicę i kiedyś jeszcze wróci.
Na chwilę zostawmy Rywina. Trudno mi wymienić przedsiębiorstwo, zwłaszcza z grona tych, którym przyglądałem się baczniej w ramach zawodowych obowiązków, gdzie nie byłoby jakiejś - małej przynajmniej - afery i choćby jednego - małego przynajmniej - aferzysty. To samo może powiedzieć wielu moich kolegów. Może takie nasze szczęście, a właściwie - nieszczęście. A może z natury rzeczy firmy dzielą się na takie, które miały, mają lub będą mieć aferę na głowie?
Los aferzystów bywa różny. Rywin na krótko i po wielu bojach, ale jednak trafił za kratki, co urosło do rangi symbolu. W tej sytuacji właściwie nie ma już znaczenia, jak długo siedział. Co nie znaczy, że nie rozumiem komentatorów, których irytuje decyzja sądu o przedterminowym zwolnieniu. Czasem wyroki - nie twierdzę, że ten; trzeba by tu głębszej analizy - mogą rzeczywiście sprawiać wrażenie, jakby były dowodem "niezawisłości od rozumu". - Jestem dumny, że mogłem stanąć przed niezawisłym sądem - triumfował Marek Małecki, obrońca Rywina. Ciekawe, czy powiedziałby to samo, gdyby decyzja sądu była niekorzystna dla jego klienta.
Mam wrażenie, że aferzystów zresocjalizować najtrudniej. Niektórym miałem przecież okazję dobrze się przyjrzeć. Oni doskonale wiedzą, co robią. Nie działają pod wpływem impulsu, alkoholu czy innej "pomroczności jasnej". Oni angażują zwykle całą swoją wiedzę i inteligencję na użytek złej sprawy. Na dodatek z niskich pobudek, bo z myślą o własnych korzyściach.