We wtorkowym "Parkiecie" napisaliśmy, że resort transportu chce przekazać do Banku Gospodarstwa Krajowego nadzór nad wydawaniem unijnych pieniędzy na drogi, koleje itd. Ja już pomijam fakt, że jeśli ministerstwo nie zajmuje się rozdziałem kasy, to powinno zostać zlikwidowane, bo faktycznie nie ma już nic więcej do roboty.
Najciekawsze było to, że - czego resort transportu specjalnie nie krył - przekazanie nadzoru do BGK pozwoli zwiększyć zatrudnienie w tej instytucji o 165 osób, i to przy wyższych niż spotykane w administracji państwowej stawkach (a BGK to instytucja państwowa). Oczywiście - bo czemuż by nie - odchudzone z dużej części swoich obowiązków Ministerstwo Transportu planuje także zwiększyć zatrudnienie o 40 osób. Tego, co ci dodatkowi ludzie mieliby robić, nie udało się nam ustalić.
Nie tylko minister transportu potrafi. W końcu poszczególne resorty planują powołanie kolejnych pięciu urzędów centralnych. Na przykład resort nauki zaproponował nową Agencję Badań Poznawczych (piękna nazwa, nieprawdaż?). Historia BGK i Ministerstwa Transportu pokazuje, że to pączkowanie i mnożenie bytów nie tylko zwiększy liczbę dyrektorów i naczelników, ale pozwoli także podnieść im płace.
No i po takich doniesieniach człowiek dowiaduje się jeszcze, że w Sejmie ma powstać nowa komisja. I że ma się zająć realizacją PiS-owskiego programu "Tanie Państwo", który zmienił nazwę na "Solidarne Państwo". W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak publicznie zapytać: panowie z PiS, czy wy robicie sobie z nas jaja?