Amerykański magnat w branży nieruchomości Samuel Heyman poinformował, że jego firmy mają 8,8 proc. akcji London Stock Exchange (LSE). Jest więc drugim co do wielkości udziałowcem giełdy, po amerykańskim rynku elektronicznym Nasdaq, który zebrał ponad 28 proc. akcji i stara się przejąć londyńską konkurentkę.
Heyman płacił za papiery LSE więcej (po 1290 pensów) niż oferuje Nasdaq (1243 pensy za akcję). Jest znany jako agresywny gracz. Prawdopodobnie z innymi inwestorami - akcji LSE dokupiła część funduszy hedgingowych - będzie się starał wywrzeć presję na szefa Nasdaqa Roberta Greifelda, żeby dał lepszą cenę. On sam tego nie wykluczył, ale pod warunkiem, że pojawi się inny chętny do przejęcia giełdy lub władze LSE zdecydują się poprzeć jego ofertę. Na razie jednak szefowa londyńskiego parkietu Clara Furse nie ma zamiaru nawet rozmawiać z Greifeldem. Prawdopodobnie więc ona także znajdzie się pod presją inwestorów, żeby zmieniła wreszcie zdanie.
Przejęcie 8,8 proc. akcji LSE kosztowało Heymana ok. 244 mln funtów (600 mln USD). Pojawienie się inwestora wywołało wzrost kursu papierów do 1329 pensów.
AFX, Reuters