Po dwóch dniach zwyżki wczoraj rynek zrobił sobie przystanek. Był on tym bardziej naturalny, że nie pracowały giełdy za oceanem. Nie dotyczyło to segmentu mniejszych spółek. Te bez wytchnienia idą w górę. Coraz rzadziej jednak słychać w ich kontekście o fundamentach, atrakcyjnych wycenach, a częściej o napływie środków do funduszy i konieczności ich lokowania na rynku. Wskaźnik C/Z dla MIDWIG-u wynosi już 20,5, dla WIRR-u przekracza 33. Tym samym dysproporcja między nimi a WIG20 coraz bardziej się zwiększa. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę proporcję wskaźnika C/Z i dynamiki wzrostu zysku przez ostatnie 4 kwartały to MIDWIG wypada nawet trochę lepiej niż WIG20. W obu przypadkach wskaźnik jest wyraźnie mniejszy od tempa poprawy wyników, co jest korzystnym zjawiskiem. Powstaje przy tym jednak pytanie, jakie są szanse na utrzymanie przez kolejne kwartały zbliżonej dynamiki wzrostu zysków, jak dotychczas. Jeśli to by się nie udało, uzasadniona stałaby się weryfikacja w dół wycen mniejszych firm.
W ostatnim czasie znów uwagę przykuwa umacnianie się złotego. Podobnie zachowuje się wiele innych walut z rynków wschodzących. W kontekście słabych notowań surowców jest to zastanawiające. Licząc od 2000 r. obserwujemy silną korelację walut z emerging markets i indeksu CRB. Zresztą tak samo silne powiązania charakteryzowały obligacje z rynków wschodzących z rynkiem towarów. Cena koszyka złożonego po połowie z dolara i euro spadła ostatnio w relacji do naszej waluty poniżej wcześniejszego minimum z marca 2005 r. Jednocześnie skala aprecjacji złotego nie jest zbyt duża. W skali ostatnich 12 miesięcy sięga ok. 5 proc. To pokazuje, że raczej nie mamy masowego powrotu zagranicznych inwestorów na nasz parkiet. Dla nich sytuacja na rynku walutowym czyni akcje w Polsce i na innych rynkach wschodzących jeszcze mniej atrakcyjne. Nie dość, że negatywnie na ich postrzeganie wpływają słabsze notowania towarów, to jeszcze w przeliczeniu na obce waluty stają się droższe niż w krajowym pieniądzu.