Piątkowe notowania na amerykańskim parkiecie były kolejnym potwierdzeniem zmęczenia trwającą od kilku miesięcy zwyżką. Bez wyraźniejszego powodu od początku dnia kursy szły w dół. Wytracenie dynamiki wzrostu staje się coraz bardziej widoczne. Dobrze to obrazuje zmniejszająca się od trzech-czterech tygodni 12-miesięczna zmiana S&P 500. Jednocześnie obserwujemy stopniowy spadek zmienności. Wskaźnik ATR za ostatnie 4 tygodnie osiągnął zaledwie 0,64 proc., co jest poziomem nie notowanym od końca 1995 r. To niepokojąca sytuacja, gdyż niska zmienność w ostatnich latach była ważnym sygnałem ostrzegającym przed odwróceniem tendencji zwyżkowej. Przekładając obecną sytuację na grę popytu i podaży skutków niskiej zmienności można upatrywać w tym, że każdy większy spadek będzie oznaczać straty dla dużej grupy inwestorów kupujących w ostatnim czasie akcje. Wystarczy zniżka o 2 proc., aby S&P 500 znalazł się na najniższym poziomie od listopada tego roku. Z drugiej strony, ostatni ruch w dół o więcej niż dwa proc. miał miejsce w pierwszej połowie lipca, co pokazuje stabilność trendu w tym okresie. W krótkim okresie kluczowym wsparciem pozostaje październikowa górka przy 1389 pkt. Piątkowe osłabienie nastrojów na giełdach wiązano z taniejącym dolarem. Nie wywołał on jednak zaniepokojenia na rynku obligacji, gdzie rentowność szła w dół. Można byłoby oczekiwać, że sunący w dół dolar będzie raczej zniechęcał do inwestycji w papiery skarbowe niż akcje. Przełamanie przez euro wiosennego szczytu w okolicy 1,29 USD doprowadziło do powstania na tygodniowym MACD negatywnej dywergencji. Taka sytuacja na tym wskaźniku to rzadkość, co nadaje jej jeszcze większego znaczenia. Negatywną dywergencję trzeba traktować jako element przemawiający przeciwko dalszemu istotnemu osłabieniu dolara i ostrzeżenie przed powrotem kursu poniżej 1,29 USD. Gdyby rzeczywiście do niego doszło, należało będzie wtedy oczekiwać wzrostu wartości amerykańskiej waluty.