Ministerstwo Gospodarki zleciło przeprowadzenie analiz o kształtowaniu się cen prądu na polskim rynku. Symulacje miały pokazać, jak na ceny wpłyną przekształcenia w polskiej energetyce, które mają wkrótce nastąpić. Jednym z założeń jest zapotrzebowanie na energię elektryczną w Polsce wzrastające w tempie około 3 procent rocznie. W takich warunkach, według doradców resortu, przez najbliższych dziesięć lat stawki opłat za elektryczność dla ostatecznych odbiorców nie będą rosły w tempie szybszym niż ok. 3 proc. rocznie ponad inflację. Przy wzroście cen dóbr konsumpcyjnych kształtującym się na poziomie 2 proc. podwyżki stawek za prąd wyniosą ok. 5 proc. rocznie. Przedstawiciele sektora bankowego, z którymi rozmawiał "Parkiet", twierdzą jednak, że przy takiej stopie wzrostu trudno będzie elektrowniom wypracować rentowność, pozwalającą na łatwe zdobycie źródeł finansowania niezbędnych inwestycji. Dodają również, że koszty budowy nowych bloków energetycznych w Europie cały czas rosną. Najnowsze bloki wytwórcze w Europie Zachodniej powstają po kosztach szacowanych na 1,5 mln euro za jeden megawat. Dotychczas powszechnie przyjmowaną do szacunków ceną była o 50 proc. niższa. Jej wzrost został wywołany rosnącym popytem na nowe elektrownie.
Popyt nie jest bez granic
O potrzebie podnoszenia cen energii elektrycznej w Polsce najczęściej mówią przedstawiciele sektora wytwarzania. Ich zdaniem, obecne stawki są za niskie, przez co elektrownie są zbyt mało rentowne i przez to niedoinwestowane. Bardzo często pojawia się również argument, że skoro ceny energii elektrycznej są w Polsce o 30-40 proc. niższe niż w Europie Zachodniej, to tym bardziej jest miejsce na podwyżki. Jednak presję na wzrost cen hamuje Urząd Regulacji Energetyki. Prezes URE, prof. Leszek Juchniewicz, często podkreśla, że chociaż nominalne ceny prądu są u nas niższe niż w "starych" krajach Unii Europejskiej, to mamy też o wiele niższy średni dochód na mieszkańca. Okazuje się, że wydatki na prąd obciążają budżety polskich gospodarstw domowych bardziej niż w krajach Europy Zachodniej. Dlatego URE podkreśla, że jeśli ceny energii elektrycznej będą rosły zbyt szybko, to część społeczeństwa będzie ograniczać jej zużycie. Zdaniem regulatora, spółki energetyczne, chcąc pozyskać pieniądze na inwestycje, nie powinny liczyć wyłącznie na większe przychody powodowane wzrostem cen. Powinny również redukować koszty.
Taryfy pod ścisłym nadzorem
Teraz jest tak, że spółki dystrybucyjne i Polskie Sieci Elektroenergetyczne (odpowiedzialne za przesył) zgłaszają wnioski taryfowe do URE, a Urząd je zatwierdza. Jak wyliczył URE, przez to, że regulator ma kontrolę nad taryfami, ostatecznie odbiorcy systematycznie oszczędzają. Jak dużo? W latach 2001-2005 taryfy za przesył energii elektrycznej były obcinane średnio o ok. 3,6 proc. W efekcie w kieszeniach odbiorców pozostało ponad 6 mld zł.