Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej chce, żeby to ZUS wypłacał i zarządzał środkami z II filaru, przekazanymi przez otwarte fundusze emerytalne. Zdaniem Anny Kalaty, szefowej resortu, takie rozwiązanie jest najtańsze z punktu widzenia świadczeniobiorców i w najmniejszym stopniu uszczupli ich emerytury.
Tymczasem o pomyśle resortu pracy negatywnie wypowiada się wicepremier Zyta Gilowska. A jej zdanie będzie w tej sprawie kluczowe. - Obie panie będą się musiały dogadać, ale ostateczne słowo należy do pani Gilowskiej - powiedział "Parkietowi" Jan Dziedziczak, rzecznik rządu po rozmowie z premierem Jarosławem Kaczyńskim. Jeśli minister finansów nie zmieni zdania, projekt resortu pracy upadnie.
ZUS to błąd
Przeciwny propozycji resortu pracy jest także były wiceminister finansów, obecnie zastępca szefa Kancelarii Sejmu Cezary Mech. - To byłaby błędna decyzja - uważa autor programu gospodarczego Prawa i Sprawiedliwości. Cezary Mech, który przez kilka lat był przewodniczącym Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi, opowiada się za tym, żeby zarządzaniem środkami przejętymi od OFE zajęli się najpierw ubezpieczyciele, a później specjalistyczne zakłady emerytalne. - Istnieje niebezpieczeństwo upolitycznienia systemu. Jeśli emerytury okażą się za niskie, może pojawić się presja na dofinansowanie funduszu - obawia się C. Mech.
- ZUS nie daje gwarancji taniego zarządzania. Ta instytucja niejeden raz marnotrawiła fundusze - mówi Artur Zawisza, członek sejmowej Komisji Gospodarki. Jego zdaniem "wersja ZUS-owska" nie zapewnia dywersyfikacji ryzyka inwestycyjnego między wieloma podmiotami. - Pozostawienie ryzyka zarządzania środkami w rękach jednej instytucji może być niebezpieczne - dodaje A. Zawisza.