Znając historię stosunków polsko-rosyjskich, pomysł utworzenia polsko-rosyjskiej spółki zajmującej się przesyłem gazu wydaje się mocno optymistyczny. Jej uruchomienie od początku wiązało się ze sporym ryzykiem. Jak pokazało życie, próby kierowania firmą przez zarząd złożony z Polaków i Rosjan i mający godzić interesy obu stron są niemożliwe. Jednak paranoja trwa i - jak przystało na przyzwoite zjawisko z grupy obłędów - zatacza coraz szersze kręgi. Teraz zetknął się z nią Urząd Regulacji Energetyki. Otóż podzieleni według narodowego klucza członkowie zarządu EuRoPolGazu złożyli dwie całkowicie różne propozycje zmian taryfy za przesył niebieskiego paliwa. Rosjanie, którzy ślą Gazociągiem Jamalskim swój gaz na Zachód, życzą sobie obniżki taryfy za przesył. Polacy, którzy na przesyle gazu woleliby zarabiać, zaproponowali podniesienie opłaty przesyłowej. Jedna firma, jeden zarząd, ale dwa stanowiska i dwa interesy. Co z tego wychodzi? Konflikt, rozwiązany - jak się okazuje - tylko pozornie i na chwilę. Co jako następne przyjdzie do głowy "wspólnikom"? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne: Rosjanie nie odpuszczą i prędzej czy później cenami gazu czy mięsnym embargiem będą chcieli uzyskać zmiany taryfy gazowej i jeszcze mocniej zaznaczyć swoją dominację.