Przy wciąż świętujących rynkach w USA typowa dla takich dni bierność podaży wykorzystana została do przesunięcia WIG20 na wyższy poziom. Proszę z tego nie wyciągać wniosków na przyszłość.
Przemeblowanie portfeli największych funduszy jeszcze się nie rozpoczęło.
Jak zwykle na początku roku tym przemeblowaniom towarzyszą rekomendacje największych banków inwestycyjnych. Niezależnie od trafności całorocznych prognoz, ta medialna tuba to potężna broń (wpływająca na globalne fundusze) w krótkim terminie, więc akurat nad tymi tekstami warto się pochylić. Należy przy tym pamiętać, że choć termin "emerging markets" jest stosowany zarówno do Chin, Indii, Brazylii jak i Polski, to często jedyne wspólne argumenty (zachęcające do kupna/sprzedaży) łączące te rynki to właśnie jedynie zaliczanie ich do wspólnej kategorii modnych rynków wschodzących.
Amerykańskie banki inwestycyjne zapowiadają, że moda ta utrzyma się także w 2007 r. i będzie to szósty z rzędu rok bycia giełdowym liderem. Byczym filarem będą gospodarki wspomnianych Chin, Indii i Brazylii, które dzięki rosnącemu popytowi wewnętrznemu (w Chinach pensje wzrosły ponad 100 proc. przez ostatnie 5 lat) będą w stanie równoważyć słabnący eksport, który ucierpi z powodu spowolnienia gospodarek krajów wysoko rozwiniętych.
UBS AG, JPMorgan Chase & Co. oraz Credit Suisse Group zgodnie prognozują, że Morgan Stanley Capital International Emerging Markets Index wzrośnie w 2007 r. aż o 15 proc. po tym jak zyskał niemal dwukrotnie więcej w 2006 r. Co ciekawe, jednocześnie UBS podaje, że akcje rynków wschodzących są relatywnie najdroższe od 1999 r. - w odniesieniu do akcji z rynków rozwiniętych. To "najdroższe"