Notowania ropy naftowej wróciły do poziomu obserwowanego ostatnio w listopadzie. Baryłka znów kosztuje mniej niż 59 USD. Dzięki dobrej pogodzie.

Wczoraj w Londynie surowiec staniał o ok. 3 proc., osiągając poziom 58,7 USD za baryłkę. Także dzień wcześniej jego notowania poszły w dół. Na pierwszej sesji w nowym roku zniżka wyniosła jednak tylko 0,6 proc. Analitycy chórem wskazują jeden czynnik, który decyduje ostatnio o notowaniach: to korzystne prognozy pogody w USA, oznaczające, że popyt na powstające z ropy paliwa grzewcze na największym rynku energetycznym świata będzie w najbliższych dniach i tygodniach mniejszy niż średnio w minionych latach. Według serwisu Weather Derivatives, zapotrzebowanie rejonu północno-wschodnich stanów USA (odpowiada za 80 proc. konsumpcji paliw grzewczych w całym kraju) na olej opałowy będzie do 10 stycznia o 43 proc. niższe od notowanego zazwyczaj. Podczas gdy temperatura w okolicach Bostonu, Nowego Jorku czy Waszyngtonu zwykle wynosi o tej porze roku od -5 do 2 st. Celsjusza, teraz utrzymuje się w granicach 10-15 st. Spadki na rynku ropy może byłyby jeszcze większe, gdyby nie wciąż napięta sytuacja na linii Iran-państwa zachodnie. Iran, który jest czwartym co do wielkości producentem ropy naftowej na świecie, grozi, że może przykręcić kurek, jeżeli Rada Bezpieczeństwa wciąż będzie naciskać na zaprzestanie programu jądrowego. Irański prezydent Mahmud Ahmadineżad dąży do konfliktu. Zapowiedział, że wkrótce jego kraj rozpocznie produkcję paliwa jądrowego na skalę przemysłową.