W najbliższy wtorek, 9 stycznia, w Warszawie spotka się grupa robocza ds. budowy elektrowni atomowej w litewskiej Ignalinie. Przedstawiciele Litwy, Łotwy i Estonii przyjadą do nas, aby omówić warunki, na jakich Polskie Sieci Elektroenergetyczne, a później Polska Grupa Energetyczna mają uczestniczyć w konsorcjum, które zajmie się budową reaktora.
Zdaniem Gediminasa Kirkilasa, litewskiego premiera, wtorkowe negocjacje będą trudne. Według przedstawicieli naszego rządu, dla Polski najlepsze byłoby objęcie 25 proc. udziałów w tym przedsięwzięciu. Prezes PSE, Jacek Socha, również uważa, że wszyscy czterej partnerzy powinni objąć równe udziały. Okazuje się jednak, że Litwa będzie dążyć do tego, aby stać się głównym udziałowcem. Dlaczego? Jak powiedział wczoraj premier Kirkilas, to Litwa będzie ponosiła większą odpowiedzialność za cały projekt. Będzie też odpowiedzialna za przechowywanie odpadów radioaktywnych i za bezpieczeństwo.
Mimo rozbieżnych zdań negocjatorów, Gediminas Kirkilas uważa, że nowy reaktor zostanie zbudowany zgodnie z założeniami, do 2014-2015 roku. Elektrownia ma mieć moc od 800 do 1600 megawatów.
PAP