Od kilku sesji zachowanie indeksu WIG20 zdeterminowane jest przez zmiany cen surowców na światowych rynkach. Jak silny wpływ na zachowanie szerokiego rynku mają surowce, zademonstrowała wczoraj KGHM. Od początku grudnia (wraz z opublikowaniem rekomendacji "sprzedaj" przez Merrill Lynch) do końca zeszłego tygodnia miedziowa spółka straciła ponad 21 proc., co dynamiką spadku w ostatnich dwóch latach dorównuje tylko pamiętnej majowej przecenie z ubiegłego roku. Tak wyprzedane akcje (trochę subiektywne określenie, czasem zbyt łatwo używane) od początku tego tygodnia aż rwą się do odreagowania. Zarówno w poniedziałek, jak i na początku wczorajszej sesji KGHM była jedną z najsilniejszych spółek. Co się stało potem?
Najwyraźniej coraz szersze grono inwestorów dostrzegło, że odreagowanie na tych akcjach nie współgra z odbiciem cen miedzi, na których popyt jedynie zdołał wyhamować dynamikę spadku. Ukaranie (spadkiem m.in. KGHM) inwestorów dyskontujących odbicie na rynku metali przekreśliło szansę na pozytywne zakończenie wtorkowych notowań.
Ta sama historia dotyczy sektora paliwowego. Różnica tutaj jest tylko taka, że większość analityków oczekiwała spadku cen miedzi w świetle spowolnienia amerykańskiej gospodarki, natomiast w przypadku cen ropy wszyscy jesteśmy trochę bezradni wobec
kaprysów pogody. Jak ogromne znaczenie dla światowego popytu na ropę ma ten czynnik, niech pokaże choćby fakt, że na północnym wschodzie Stanów Zjednoczonych popyt na olej opałowy wykorzystywany w celach grzewczych jest 29 proc. poniżej średniej. A ten region USA wykorzystuje aż 80 proc.
zapotrzebowania na ten surowiec w całym kraju. W takich warunkach niczym nadzwyczajnym jest spadek cen ropy na poziomy najniższe od czerwca 2005 r. i zwyczajowo musi się to przekładać na negatywny impuls dla PKN, co wczoraj też przeszkadzało rynkowi.