Reklama

1,7 mld zł na podwyżki tylko dla najbiedniejszych emerytów

Rząd chce wypłacić w tym roku najbiedniejszym emerytom i rencistom od 150 do 330 zł jednorazowego dodatku. Eksperci ostrzegają, że taka decyzja narusza logikę systemu zabezpieczeń społecznych

Publikacja: 24.01.2007 07:33

Rada Ministrów przyjęła wczoraj projekt nowelizacji ustawy o dodatku pieniężnym dla niektórych emerytów i rencistów. Dzięki zmianie przepisów osoby, które otrzymują świadczenia mniejsze niż 1200 zł, dostać mają od państwa jednorazowe wyrównanie. Ci, których emerytura lub renta nie przekracza 800 zł, liczyć mogą na 330 zł. Osoby z dochodami pomiędzy 800 a 1000 zł dostać mają 180 zł; otrzymujący między 1000 a 1200 zł - 150 zł.

Skorzystać mają miliony

Z szacunków rządu wynika, że z dopłat skorzystać może nawet 6,5 mln osób (na 9,2 mln emerytów i rencistów). Koszty dopłat szacowane są na 1,7 mld zł. Tyle samo przewidziano na podwyżkę świadczeń w tegorocznym budżecie. Jeżeli więc propozycja rządu znajdzie poparcie w Sejmie, zabraknie środków na waloryzację wszystkich emerytur. Tymczasem jeszcze do niedawna wydawało się, że posłowie przeforsują zasadę, że świadczenia podwyższa się co roku - począwszy od marca. Do tej pory waloryzacja następowała dopiero wtedy, gdy skumulowana inflacja, liczona od ostatniej korekty świadczeń, przekraczała 5 proc. Z prognoz resortów finansów i pracy wynika, że stałoby się tak dopiero na koniec 2008 r. Koszt waloryzacji wyniósłby wówczas 6,9 mld zł. Samoobrona i SLD nie chciały, by emeryci czekali tak długo. Do pomysłu corocznej waloryzacji partiom udało się przekonać większość posłów. Jednakże końcowe głosowanie nad nowelizacją ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych znoszącą "inflacyjny" warunek odłożono w ostatniej chwili na wniosek PiS. W tym momencie nie wiadomo, jakie będą jego dalsze losy.

Czy na pewno sprawiedliwiej?

Premier Jarosław Kaczyński jest jednak przekonany, że dopłaty są lepsze niż waloryzacja. - Rząd zdecydował się na rozwiązanie, które wydaje się sprawiedliwe - tłumaczył wczoraj w Sygnałach Dnia.

Reklama
Reklama

Argument, że lepiej podzielić pieniądze między biedniejszych, a nie wszystkich, nie przekonuje jednak ekspertów. - Rządowa koncepcja niszczy w pewnym stopniu system emerytalny. Podważa bowiem zasadę, że ci, co pracowali więcej i dłużej, liczyć mogą na wyższe świadczenie - mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan", członek rady nadzorczej ZUS. - Poza tym mamy do czynienia z ingerencją polityków w poziom emerytur, co nie jest dobrym procederem - dodaje.

Rząd ogłosił, że wypłata dodatków nastąpi w marcu. Nie jest to wcale takie pewne. W Sejmie Samoobrona i PO mają wątpliwości, czy poprzeć proponowane rozwiązanie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama