Rada Ministrów przyjęła wczoraj projekt nowelizacji ustawy o dodatku pieniężnym dla niektórych emerytów i rencistów. Dzięki zmianie przepisów osoby, które otrzymują świadczenia mniejsze niż 1200 zł, dostać mają od państwa jednorazowe wyrównanie. Ci, których emerytura lub renta nie przekracza 800 zł, liczyć mogą na 330 zł. Osoby z dochodami pomiędzy 800 a 1000 zł dostać mają 180 zł; otrzymujący między 1000 a 1200 zł - 150 zł.
Skorzystać mają miliony
Z szacunków rządu wynika, że z dopłat skorzystać może nawet 6,5 mln osób (na 9,2 mln emerytów i rencistów). Koszty dopłat szacowane są na 1,7 mld zł. Tyle samo przewidziano na podwyżkę świadczeń w tegorocznym budżecie. Jeżeli więc propozycja rządu znajdzie poparcie w Sejmie, zabraknie środków na waloryzację wszystkich emerytur. Tymczasem jeszcze do niedawna wydawało się, że posłowie przeforsują zasadę, że świadczenia podwyższa się co roku - począwszy od marca. Do tej pory waloryzacja następowała dopiero wtedy, gdy skumulowana inflacja, liczona od ostatniej korekty świadczeń, przekraczała 5 proc. Z prognoz resortów finansów i pracy wynika, że stałoby się tak dopiero na koniec 2008 r. Koszt waloryzacji wyniósłby wówczas 6,9 mld zł. Samoobrona i SLD nie chciały, by emeryci czekali tak długo. Do pomysłu corocznej waloryzacji partiom udało się przekonać większość posłów. Jednakże końcowe głosowanie nad nowelizacją ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych znoszącą "inflacyjny" warunek odłożono w ostatniej chwili na wniosek PiS. W tym momencie nie wiadomo, jakie będą jego dalsze losy.
Czy na pewno sprawiedliwiej?
Premier Jarosław Kaczyński jest jednak przekonany, że dopłaty są lepsze niż waloryzacja. - Rząd zdecydował się na rozwiązanie, które wydaje się sprawiedliwe - tłumaczył wczoraj w Sygnałach Dnia.