Już za kilka dni PKO BP uruchomi zwolniony z podatku Belki produkt, który pozwala na lokowanie pieniędzy w funduszach inwestycyjnych. Będzie to książeczka mieszkaniowa, powiązana z funduszami zarządzanymi przez PKO TFI (bank jest właścicielem 75 proc. akcji spółki). O przygotowaniach do wprowadzenia tego produktu towarzystwo poinformowało w ubiegłym tygodniu. Udało nam się poznać szczegóły tej oferty.

Oprocentowanie części depozytowej książeczki z funduszami sięgnie 4 proc. To zachęta dla nowych klientów, ale i tych osób, które trzymają środki na tradycyjnej książeczce (gdzie oprocentowanie wynosi od 0,01 proc. do 3,3 proc., ale to ostatnie obwarowane jest dodatkowymi warunkami, m.in. 5-letnim okresem systematycznych wpłat). Największym atutem ma być zwolnienie części depozytowej od podatku od zysków kapitałowych (bo dochody z funduszy są opodatkowane).

PKO BP chce wykorzystać swoją przewagę w tej dziedzinie - ten bank jest jedyną instytucją, która ma prawo taki produkt oferować. Detaliczny gigant ma dziś blisko 2 mln takich książeczek, na których zgromadzono 6,6 mld zł.

To także smaczny kąsek dla PKO TFI, które ma ambicje przejąć część depozytów klientów PKO BP i stać się trzecim pod względem wielkości aktywów towarzystwem na rynku (na razie jest poza podium). Pieniądze wpłacone wcześniej, jak i nowe środki, będą bowiem częściowo inwestowane w jednostki funduszy PKO/CS Zrównoważony albo PKO/CS Akcji. Obowiązuje zasada, że połowa pieniędzy idzie na depozyt, połowa - na zakup funduszy.

Minimalną kwotę inwestycji ustalono na 4 tys. zł. Przy tradycyjnych książeczkach wymagane są regularne wpłaty i zamrożenie oszczędności na co najmniej rok. Pod tym względem produkt przypomina plany systematycznego oszczędzania. Nie wiadomo, czy podobne reguły będą obowiązywać w przypadku książeczki z funduszami. Wiadomo za to, że klienci będa mogli wypłacać pieniądze z części depozytowej, bez konieczności umarzania jednostek funduszy.