Po kilku miesiącach stabilizacji tempo wzrostu cen detalicznych osiągnęło w styczniu najwyższy poziom od września 2005 r. Inflacja rzędu 1,7 proc. jest ciągle niewielka, ale istnieje wiele przesłanek, by zakładać, że trwający od 10 miesięcy trend wzrostowy dynamiki rocznej CPI będzie kontynuowany. Po pierwsze, przemawia za tym wysokie tempo wzrostu PKB, które w IV kwartale można szacować na 6,5 proc. W dwu ostatnich cyklach koniunktury równie szybkie tempo wzrostu gospodarczego można były obserwować jedynie w IV kwartale 1999 r. oraz I kwartale 2004 r. W obu przypadkach przyspieszenie dynamiki wskaźników inflacji było kontynuowane przez następne 4 do 7 miesięcy (wzrost o 1,8-2,9 pkt proc.), dopóki spowolnienie gospodarcze nie przełożyło się na spadek tempa inflacji. Najwyższe w historii wykorzystanie mocy produkcyjnych w polskiej gospodarce z pewnością wzmacnia presję na wzrost cen. Szybki wzrost gospodarczy pociąga za sobą najwyższe w historii tempo przyrostu zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw (+4 proc.). To z kolei powoduje presję na wzrost płac. Dane za styczeń potwierdziły jej istnienie w sektorze przedsiębiorstw: wzrost wynagrodzeń o 7,8 proc. r./r. nominalnie oraz 5,6 proc. r./r. to realnie najwięcej od 6-7 lat. Również w styczniu wzrosły znacznie - do najwyższego poziomu od jesieni 2004 r. - oczekiwania cenowe przedsiębiorstw (wg GUS).

Cały czas przyspiesza również dynamika roczna kredytu dla sektora niefinansowego, a jego obecna dynamika roczna (+25 proc.) jest najwyższa od II połowy 2000 r. Podobnie "hiperbolizuje" się podaż pieniądza: M3 rosło w styczniu w rocznym tempie aż 19,4 proc. Tego typu środowisko monetarne należy uznać za mocno inflacyjne. Paradoksalnie głównym czynnikiem, który ciągle trzyma dynamikę głównych wskaźników inflacji - na których zafiksowana jest Rada Polityki Pieniężnej - jest fakt, że ta przyspieszona kreacja pieniądza znajduje ujście na rynkach aktywów, czyli na rynku nieruchomości i rynku akcji. RPP zdaje się popełniać klasyczny "błąd" banków centralnych, ignorując objawy inflacji monetarnej widoczne na rynkach finansowych, a za "inflację" uważając jedynie wzrost cen towarów i usług.