przeceny, który był znacznie większy niż wiosną minionego roku, choć równocześnie skala obecnej przeceny jest wyraźnie słabsza niż wtedy. Mimo niekorzystnej wymowy wczorajszej sesji trudno też mówić, by definitywnie kończyła odbicie. Podobnie jak w poprzednich dniach, obroty pozostawiały wiele do życzenia. Można więc przyjąć, że zniżka była bardziej efektem strachu niż realnej podaży. Ale skoro ten strach jest na parkiecie wciąż obecny,
a sytuacja na światowych giełdach nie poprawia się, to groźba pojawienia się zwiększonej podaży jest bardzo duża. Wciąż aktualne pozostaje pytanie o to, które firmy są bardziej narażone, gdyby nastąpiła dalsza część wyprzedaży akcji. Mimo wielu obaw o kondycję mniejszych spółek wynikających zarówno z niezbyt atrakcyjnych wycen ich papierów, a także skali wcześniejszego wzrostu sprzyjającej realizacji zysków, trzymają się one bardzo mocno. Można to odczytywać jako wyraz przekonania inwestorów o tymczasowości pogorszenia koniunktury czy braku fundamentalnych przesłanek do pozbywania się ich walorów. Taka diagnoza stwarzałaby zagrożenie dla mniejszych firm w sytuacji, gdyby dekoniunktura przedłużała się albo pojawiły się fundamentalne przesłanki do sprzedaży ich akcji. W tym drugim kontekście
inwestorzy mogą być szczególnie wrażliwi na informacje rzutujące na perspektywę podwyżek
stóp procentowych. To nadaje dodatkowego znaczenia dzisiejszej publikacji danych o inflacji i jutrzejszemu komunikatowi o wzroście płac.