Czeskie władze monetarne sprawiły wczoraj rynkowi niezłą niespodziankę. Wbrew oczekiwaniom większości analityków, którzy nie przewidywali zmian oprocentowania, bank centralny podniósł główną stopę o 25 punktów bazowych, do 3,25 procent. Jest to już trzecia podwyżka w tym roku.

U źródeł decyzji dotyczącej podwyższenia kosztów kredytu stały rosnące wydatki Czechów, które mogą doprowadzić do zwiększenia inflacji. Ponadto nad Wełtawą spada stopa bezrobocia, a pracodawcy zmuszeni są podwyższać wynagrodzenia. W II kwartale płace u naszych południowych sąsiadów wzrosły 0 4,9 proc. Czeski rząd przewiduje, że na koniec tego roku ceny będą zwyżkować w tempie 3 proc. W lipcu inflacja wyniosła 2,5 proc. i była najniższa od czterech miesięcy.

Jednak bank centralny obawia się, że wyznaczony cel inflacyjny jest zagrożony. - W zahamowaniu wzrostu cen nie pomaga nawet umacniająca się ostatnio korona - uważa Miroslav Plojhar, ekonomista banku inwestycyjnego JP Morgan. Jego zdaniem, władze monetarne będą zaostrzać politykę pieniężną i do końca przyszłego roku główna stopa procentowa w Czechach powinna wynosić 4,25 proc.

Bloomberg