Gwałtowny wzrost cen, trwający od kilku lat na rynku nieruchomości, przyciągnął do Polski dużo zagranicznego kapitału. W kontekście ewentualnej groźby spadku cen mieszkań powstaje pytanie: czy będziemy mieli do czynienia z wycofywaniem się międzynarodowych inwestorów z naszego kraju? Wiele wskazuje na to, że na razie nie ma takiego zagrożenia.
- Nasz fundusz nieruchomości mieszkaniowych - City Living, jest przeznaczony dla inwestorów brytyjskich - mówi Piotr Kuba, wiceprezes zarządu Skarbiec TFI. - Co kwartał sprzedajemy jednostki za kilkadziesiąt milionów złotych i do tej pory nie zaobserwowaliśmy niczego nadzwyczajnego. Ostatnią emisję przeprowadziliśmy na początku lipca. Kolejna subskrypcja zaplanowana jest na październik. Wtedy będziemy mogli powiedzieć coś więcej, ale nie spodziewam się problemów z pozyskaniem kapitału - dodaje.
Piotr Kuba przyznaje, że można było co prawda zaobserwować zjawisko realizacji zysków przez niektórych inwestorów zagranicznych. Według niego, nie należy tego jednak utożsamiać z odwrotem od polskiego rynku. Nie oznacza to też, że inwestorzy spodziewają się rychłego spadku cen mieszkań.
Jak twierdzi prezes Kuba, niektórzy inwestorzy nawet przy rosnącym rynku wolą uwolnić gotówkę, bo stosują inny model biznesu. Bardziej opłaca im się obracać nieruchomościami niż kupić i trzymać, czekając na wzrost wartości. Nabywając nowe mieszkania hurtowo, prosto od dewelopera, są w stanie wynegocjować bardzo korzystne rabaty. Jeżeli roczny wzrost ceny mieszkań wynosi 10 proc., to rabat może nawet podwoić stopę zwrotu z inwestycji.
Zdaniem Piotra Kuby, nie da się jeszcze przewidzieć, jaki dokładnie wpływ na sytuacje w Polsce będą miały zawirowania na rynku amerykańskim. Jak przyznaje, inwestorzy zagraniczni często lewarują się na macierzystym rynku. Jeżeli banki w reakcji na sytuację w Stanach Zjednoczonych wdrożą bardziej rygorystyczną politykę kredytową i zaczną żądać wyższych zabezpieczeń, część inwestorów zagranicznych może mieć kłopoty z pozyskaniem finansowania na nowe projekty.