Wzrost szans na cięcie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i załagodzenie kryzysu na rynkach kredytowych przełożyły się na poprawę nastrojów wśród inwestorów. Widać to także na rynku surowców, których ceny od dna sprzed dwóch tygodni odbiły się już o ponad 3 proc. W piątek indeks CRB Futures, obejmujący notowania kontraktów na 19 najważniejszych surowców z giełd amerykańskich, wzrósł do 308,76 pkt, co oznacza, że już bardzo niewiele brakuje mu do poziomu sprzed 16 sierpnia, kiedy doszło do największego od lat tąpnięcia na surowcowym rynku. Wczoraj inwestorzy amerykańscy, ze względu na Święto Pracy, mieli okazję do handlowania surowcami jedynie w ograniczonym zakresie. W Nowym Jorku w dalszym ciągu wyraźnie drożała ropa naftowa. Za baryłkę gatunku WTI płacono już po 74,38 USD, o 45 centów więcej niż w piątek i najwięcej od czterech tygodni. Mniej jest powodów do spadku notowań "czarnego złota", najważniejszego z surowców, bo widmo recesji w Stanach trochę się oddaliło, za to w rejonie Zatoki Meksykańskiej znów szaleją huragany (wcześniej Dean, teraz Felix), które mogą poniszczyć instalacje naftowe i przyczynić się do ograniczenia podaży. Na domiar złego raczej nie zanosi się na podwyższenie limitów produkcji ropy przez OPEC na wrześniowym spotkaniu. Na innych rynkach na świecie, które nie miały wczoraj odpoczynku, ropa też szła w górę, ale notowano m.in. spadki cen aluminium i białego cukru. W Paryżu kolejny nowy rekord notowań padł na rynku pszenicy, po informacjach, że Rosja może ograniczyć jej eksport, chcąc powstrzymać wzrost jej cen w kraju.