Jedną z podstawowych zalet rynków finansowych jest to, że błyskawicznie dyskontują one wszelkie wydarzenia. W praktyce oznacza to, że już po kilku minutach od pojawienia się nowej informacji jej implikacje są wliczone w ceny instrumentów finansowych - nieważne, czy są to akcje, obligacje, czy też waluty. Jednak dla osób, które regularnie inwestują swoje środki lub obserwują rynki finansowe, jest również jasne, że nierzadko ta początkowa reakcja okazuje się przesadzona. Zresztą przykładów nie trzeba szukać daleko, wystarczy spojrzeć na ostatnie dane o inflacji. Sierpniowy wskaźnik CPI spadł do 1,5 proc. i był o 0,4 punktu procentowego niższy od prognoz rynkowych. Biorąc pod uwagę, że zazwyczaj błąd popełniany przy prognozach inflacji w Polsce nie przekracza 0,1 punktu procentowego, niespodzianka była całkiem duża. Natychmiast po publikacji danych inwestorzy zaczęli kupować obligacje, a rynkowa wiara w kolejne podwyżki stóp procentowych przez RPP nagle stopniała. O ile jeszcze kilka godzin wcześniej rynek FRA wskazywał na możliwość dwóch-trzech podwyżek, po ogłoszeniu niskiej inflacji liczba przewidywanych ruchów stóp procentowych stopniała do zaledwie jednej. Co więcej, pojawiły się również głosy, że w obecnych warunkach władze monetarne mogą poczekać z podwyżkami do początku przyszłego roku, gdyż niska bieżąca inflacja uniemożliwi (lub przynajmniej utrudni) wcześniejsze zmiany w polityce pieniężnej.
Może na tle powyższych tendencji rynkowych zabrzmi to dosyć dziwnie, ale moim zdaniem wydarzenia z ostatnich tygodni powinny skłaniać raczej do oczekiwania większych, a nie mniejszych podwyżek. Gdyby przyjrzeć się danym o sierpniowej inflacji, okazałoby się bowiem, że niemal cały błąd prognozy wynikał z wprowadzenia przez jedną z firm telekomunikacyjnych promocji na połączenia internetowe. Tym samym niespodzianka inflacyjna miała niewiele wspólnego z osłabieniem presji cenowej w gospodarce, a do tego jej wpływ na wskaźnik CPI najprawdopodobniej okaże się przejściowy (promocja ma trwać tylko do końca roku).
Wśród części uczestników rynku panuje przekonanie, że przy niskiej bieżącej inflacji władze monetarne nie będą podnosić stóp procentowych, gdyż taka decyzja byłaby trudna do wyjaśnienia otoczeniu gospodarczemu. Warto jednak zwrócić uwagę, że od kilku miesięcy Rada w swoich komunikatach wielokrotnie podkreślała, że w okresie letnim może dojść do okresowego osłabienia dynamiki cen, i jednocześnie sygnalizowała zagrożenia dla przyszłej inflacji, wynikające ze zmian zachodzących na rynku pracy i w polityce fiskalnej. Częstotliwość, z jaką władze monetarne wspominały o przejściowym osłabieniu inflacji, sugeruje, że chciały one odciąć się od bieżącego wskaźnika CPI. Rynek jednak w swoim optymizmie wydaje się ignorować te sygnały, podobnie jak ignorował je w pierwszej połowie roku. Wówczas również pojawiały się argumenty, zgodnie z którymi inflacja poniżej celu (tzn. poniżej 2,5 proc.) miała uniemożliwić RPP podwyżki stóp.
Gdyby zwrócić uwagę na czynniki, które wpływają na przyszłą, a nie bieżącą inflację (i które są akcentowane przez członków Rady), szanse na podwyżki stóp procentowych wydają się wyższe, niż wynikałoby to z notowań FRA. Ponieważ większość tych argumentów była już wielokrotnie dyskutowana, warto wspomnieć tylko część z nich. Otóż zarówno dane o wynagrodzeniach, jak i wydajności pracy w drugim kwartale bieżącego roku wskazują na rosnące zagrożenia inflacyjne. Ponadto ostatnie zmiany w polityce fiskalnej koncentrują się na pobudzaniu popytu krajowego, a przez to mogą prowadzić do zwiększenia presji cenowej. Do tego dochodzi jeszcze pogorszenie salda w rachunku bieżącym, które - jeżeli będzie kontynuowane - może ograniczyć presję aprecjacyjną polskiej waluty.
Oczywiście, decyzje RPP są podejmowane przez dziesięć osób, a więc ze względu na obecność czynnika ludzkiego każdy scenariusz jest możliwy. Niemniej brak zmian stóp procentowych w bieżącym roku (tj. scenariusz dyskontowany przez rynek FRA) miałby sens tylko wówczas, gdyby przyjąć jedno z następujących założeń. Po pierwsze, RPP musiałaby nie zdawać sobie sprawy, że wprowadzona promocja na połączenia internetowe ma charakter tymczasowy. Biorąc pod uwagę, że władze monetarne dysponują licznym (i doskonałym) zespołem analityków, jest to raczej mało prawdopodobne. Po drugie, Rada musiałaby przyznać, że koncentruje się na bieżącej inflacji, co stawiałoby pod znakiem zapytania wiarygodność wszystkich dotychczasowych deklaracji.