Ostatnie dni na kijowskim parkiecie mijają pod znakiem zakupów. Indeks PFTS sukcesywnie odrabia straty z sierpniowej korekty. Do rekordu z lipca brakuje mu już tylko 83 pkt. Paradoksalnie zwyżki mają miejsce w najbardziej napiętym politycznie okresie.

Jest to dowód na to, ża zarówno biznes na Ukrainie, jak i inwestorzy giełdowi przyzwyczaili się już do przedterminowych wyborów. Polityczna zawierucha wywołała znaczące spadki w tym roku jedynie w kwietniu, kiedy prezydent Wiktor Juszczenko rozwiązał parlament. Wówczas wskaźnik PFTS w ciągu dziewięciu dni stracił blisko 9 proc. Jednak potem zaczął zmierzać ku historycznym szczytom. Analitycy są zdania, że nowy rekord jest w zasięgu ręki, ale zwyżkę przez parę dni mogą hamować problemy ze sformowaniem rządu po wyborach. Jednak mało kto obawia się głębszej korekty.

Na stabilizację w polityce i na giełdzie czekają również potencjalni emitenci. Część spółek, które planowały wejście w tym roku na warszawski parkiet, przełożyła swoje debiuty. - Firmy przed wejściem na giełdę wystraszyła niepewna sytuacja na rynkach finansowych - uważa Konstantin Lisnyczyj, szef działu sprzedaży w domu maklerskim Sokrat. Jego zdaniem, władze przyszłych debiutantów chcą przeczekać też wybory i okres powstawania nowego gabinetu. Wielu przedstawicieli firm, które przygotowują się do oferty publicznej, boi się, że polityczna zawierucha niekorzystnie wpłynie na zainteresowanie inwestorów. W tym roku na zagranicznych giełdach pojawiło się pięć firmy z Ukrainy.