Wczorajsza sesja na warszawskiej giełdzie miała dwie fazy. Były przedzielone godziną 14.30, kiedy został opublikowany wrześniowy raport z amerykańskiego rynku pracy. Pierwsza faza była nudna i wpisywała się w ogólnorynkową tendencję wyczekiwania na wspomniany raport z USA. Indeks WIG20 oscylował w tym czasie w wąskim przedziale 3711,9-3736,3 pkt. Sytuacja zmieniła się po 14.30. Wzrost stopy bezrobocia w USA we wrześniu do 4,7 proc., z 4,6 proc. miesiąc wcześniej nie robił na nikim wrażenia, ponieważ był oczekiwany. Jednak już wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 110 tys., mimo przekroczenia tylko o 10 tys. prognoz, został przyjęty z zadowoleniem. Można było się bowiem obawiać gorszych danych. Prawdziwe wrażenie zrobiła jednak rewizja w górę sierpniowych danych o zatrudnieniu aż do 89 tys., z szacowanego przed miesiącem spadku o 4 tys.

To wszystko przełożyło się na większą aktywność popytu na GPW. Nastroje były jednak dalekie od huraoptymistycznych. Znalazło to potwierdzenie w samej końcówce notowań, gdy WIG20 spadł z dziennego maksimum na 3758,5 pkt do 3738,5 pkt na zamknięciu. Końcówka wczorajszej sesji zdradza pewną słabość polskiego rynku. Nie zmienia tego fakt, że prawdopodobnie była ona podyktowana obawami, czy w piątek amerykańskie giełdy pomimo początkowych wzrostów nie zakończą dnia na minusach, z uwagi na to, że dobre dane makroekonomiczne zmniejszają szanse na październikową obniżkę stóp procentowych przez Fed (jest ona motorem ostatnich wzrostów).

Ta słabość rynku była widoczna też przed tygodniem, gdy WIG20 zamykał szeroką "pofedowską" lukę hossy 3658,5-3770,2 pkt, tym samym przekreślając sygnał kupna. Wskazana słabość rodzimej giełdy nie zapowiada jednak spadków. Zwłaszcza silnych spadków. Te bowiem bezwzględnie wymagają powrotu przeceny na Wall Street. Tymczasem nastroje za oceanem są dobre. Dlatego w najbliższych tygodniach bardziej prawdopodobna jest kontynuacja trendu bocznego na wszystkich warszawskich indeksach, niż zdecydowane ich spadki, czy zdecydowane wzrosty.

X-Trade Brokers DM