Przedmiotem charytatywnej aukcji w sieci był wspólny posiłek z Żółkiewiczem, połączony z rozmową o tajnikach skutecznego inwestowania. Do lunchu jednak nie doszło, ponieważ zaproponowana przez uczestników aukcji cena okazała się zbyt niska. Piotr Źółkiewicz twierdzi, że pomysłodawcą i organizatorem aukcji nie był on osobiście, tylko jeden z jego współpracowników.
Prawie jak Buffett
Pomysł indywidualnego spotkania ze znaną osobistością, wylicytowanego na aukcji, nie jest nowością. To jeden z nietuzinkowych sposobów udzielania rad, jaki stosują ludzie sukcesu wobec inwestorów, złaknionych zgłębienia tajemnicy pomnażania pieniędzy. W ten sposób postępuje jeden z najbogatszych mieszkańców Ameryki, słynny inwestor giełdowy Warren Buffett. Od siedmiu lat spotyka się na płatnych kolacjach z zainteresowanymi. Zebrane w ten sposób pieniądze, liczone w setkach tysięcy dolarów, przekazuje na filantropijne cele. Niewykluczone, że Piotr Żółkiewicz postanowił pójść w ślady "wyroczni z Omahy".
Ani słowa o "funduszu"
O spotkanie z tajemniczym inwestorem walczyło na aukcji czterech uczestników. Wylicytowana kwota - 17,5 zł - okazała się jednak zbyt niska, by transakcja doszła do skutku. Niewykluczone, że wpływ na tak skromny odzew kupujących miały restrykcyjne zasady związane z lunchem. Na spotkaniu nie wolno było bowiem zadawać pytań związanych ze szczegółami zarządzania Źółkiewicz Investment Fund. To - według opisu z aukcji - najlepszy fundusz inwestycyjny w Polsce, prowadzony przez Żółkiewicza. Stopa zwrotu za ostatnie 8 lat miałaby rzekomo przekroczyć znacząco 10 tys. proc.!