Reklama

Cierpliwość inwestorów została wystawiona na ciężką próbę

Dawno już nie było tak, żeby trzeba było z uwagą śledzić codzienne zmiany indeksów o np. pół procent. To wyczerpujące zajęcie

Publikacja: 10.11.2007 10:34

Na prywatny użytek posługuję się pewnym indeksem aktywności inwestorów indywidualnych. Jego konstrukcja jest banalnie prosta, prymitywna nawet - dane nie mają nic wspólnego z liczbą zleceń, ich wielkością czy w ogóle z rynkiem kapitałowym w wąskim tego słowa znaczeniu. Jest to bowiem indeks "pośredni" - w tym sensie, że pokazuje coś, na podstawie czego można snuć przypuszczenia o czymś zupełnie innym, czyli właśnie o aktywności inwestorów.

Podam przykład innych tego typu "wskaźników": obserwuję od lat niektóre dodatki gazetowe, poświęcone np. rynkowi pracy czy nieruchomości. Ich grubość, struktura (w tym głównie struktura i treść zamieszczanych w nich ogłoszeń) itp. dają niezłe pojęcie o tym, w jakim stanie jest aktualnie dany sektor gospodarki. Stabilizacja objętości różnych dodatków pt. "Nieruchomości" z jednoczesną zmianą treści i struktury ogłoszeń może oznaczać nie tylko na przykład, że nie przybywa już projektów deweloperskich (a więc i moda na deweloperkę osiągnęła apogeum, co istotne jest dla graczy z branży i inwestorów), ale i głębsze zmiany, skoro podaż stara się w miarę możliwości elastycznie reagować na potrzeby popytu, jeśli nie realną ofertą, to przynajmniej ofertą marketingową i odpowiednią promocją.

Mówiąc prościej - jeśli np. dodatek jest tak gruby, jak od lat nie był, a reklamy wielokrotnie powielane, to można np. z większym prawdopodobieństwem obstawiać stabilizację lub spadek cen niż dalszy wzrost.

Być może tym wskazaniom daleko do profesjonalizmu, ale ze skutecznością bywa nieźle. Polecam indywidualne analizy.

Ale wróćmy do wspomnianego na wstępie wskaźnika. Od kilkunastu tygodni pokazuje on, że aktywność inwestorów indywidualnych słabnie. Co ciekawe, taki "odczyt" pojawił się nie np. w czasie wakacji, kiedy część osób słusznie koncentruje uwagę na rzeczach łatwych, miłych i przyjemnych, ale później. Kiedy po sierpniowym stanie przedzawałowym i rekonwalescencji pod okiem Fed rynki odzyskiwały wigor.

Reklama
Reklama

Oczywiście, nie mam pojęcia, czy teza o mniejszej aktywności inwestorów indywidualnych w ogóle jest prawdziwa. Załóżmy jednak, że tak. Pasowałyby do niej nasze niedawne analizy, pokazujące istotnie niższe obroty w przypadku małych i średnich spółek (i ich słabość w porównaniu z innymi segmentami rynku). Przyczyny mniejszej aktywności mogą tkwić w niepewności, jaka dominuje od kilku miesięcy na rynkach, kompletnej "nieczytelności" sygnałów (te same informacje raz są ignorowane, a raz oceniane jako kluczowe - dotyczy to np. danych z amerykańskiego rynku nieruchomości czy z innych segmentów gospodarki USA). Uczestnicy rynku najwyraźniej miotają się, wyłuskując te komunikaty, które akurat pasują do ich zmiennych nastrojów. Zmienność to zresztą kolejny element (piszemy o nim w dzisiejszej gazecie), który może zniechęcać inwestorów indywidualnych. Dawno już nie było przecież tak, aby trzeba było z uwagą śledzić codzienne ruchy indeksów o zasięgu pół procent, jednego procenta czy dwóch procent. To wyczerpujące zajęcie.Co ewentualna mniejsza aktywność inwestorów indywidualnych, jeśli w ogóle jest faktem, oznacza? Inwestorzy ci nie odgrywają kluczowej roli na rynku, wyjąwszy niektóre małe i średnie spółki. Pytanie też, czy ci, którzy są "z boku", zostali z pieniędzmi, czy raczej z akcjami, a więc, po której stronie rynku mogą się znów pojawić. Istotne jest też to, czy ta mniejsza aktywność udziela się innym. W każdym razie, gdyby mój "indeks" poprawnie ilustrował sytuację, można by go uznać także za wskaźnik nastrojów. Wtedy można by rzec tak: najpierw, przed laty, nie było niemal wcale wiary w hossę (kiedy wieszczyłem, że dobra koniunktura potrwa kilka lat, brzmiało to jak głos niepoprawnego optymisty), potem było znacznie lepiej, aż w końcu pojawiło się absolutne przekonanie, że najlepsze jeszcze przed nami i ruch w górę będzie trwał bardzo, bardzo długo. Teraz zaś pojawia się zwątpienie. Nie ma dostatecznej wiary w hossę (bo inaczej nie gapilibyśmy się w ekran, obserwując, czy DJ wzrósł o 0,3 proc., czy może spadł o 0,4 proc.), a jednocześnie nie ma (nie było?) zgody na bessę, o czym świadczyła niezwyczajna selekcja informacji okołorynkowych, a nawet kolejne rekordy indeksów. I jest niepewność, miotanie się i zmienność. Coś, co po prostu trudno lubić. Jest źle?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama