Walka o zezwolenia na emisję dwutlenku węgla będzie zawziźta, bo i stawka jest wysoka. Polska wnioskowała o przydział limitów emisyjnych na lata 2008-2012 na poziomie 284 mln ton. Mimo że w ciągu ostatnich dwóch lat nasz kraj zmniejszył emisję dwutlenku węgla o 16 proc., Komisja zobowiązała nas do dalszych redukcji. Chce ograniczenia emisji do 208 mln ton rocznie. Stanowi to niemal o 30 proc. mniej dopuszczalnej emisji, niż zakładaliśmy.
Unijni urzędnicy tłumaczyli swoją surowość tym, że w poprzednim okresie rozliczania emisji dwutlenku węgla na lata 2005-2007 Polsce przyznano dużo więcej zezwoleń, niż faktycznie potrzebował przemysł. Przykładowo, w 2005 r. faktyczny poziom emisji tego gazu w Polsce wyniósł 203 mln ton, podczas gdy zezwolenia opiewały na 239 mln ton. Firmy nie miały zachęty do redukowania emisji ani do inwestowania w przyjazne środowisku technologie. Bruksela postanowiła nie popełnić drugi raz tego samego błędu.
- To zagrożenie dla rozwoju naszego kraju i Polska się na to nie zgadza - mówił Jan Szyszko, minister środowiska w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Były szef resortu podkreślał, że rok 2005, który stanowił podstawę wyliczeń brukselskich komisarzy, był wyjątkowo niekorzystny dla naszego przemysłu, zwłaszcza hutnictwa. Obecnie, w stosunku do 2005 r., produkcja wzrosła o blisko 40 proc. Jego zdaniem, 2005 był rokiem bardzo ciepłym, co także wypacza wyliczenia. Dla Polski bazowym rokiem realizacji celów protokołu z Kioto był rok 1988. Te zobowiązania Polska już wypełniła.
Stanowisko byłego ministra podzielają eksperci do spraw emisji dwutlenku węgla. Ich zdaniem, decyzja Unii Europejskiej stanowi cios dla naszego przemysłu. - Niektóre branże nie mogą obniżyć emisji szkodliwych substancji ze względów technologicznych, dla innych zaś obniżka może oznaczać poniesienie kosztów przewyższających opłacalność produkcji - ostrzegają eksperci.
CO2 przed Trybunałem