Za nami kolejna nudna sesja. Wniosek z niej jest jeden - brakuje na rynku kupujących, chętnych płacić coraz wyższe ceny za akcje. Bez tego trudno mówić o dalszym ruchu w górę. W takiej sytuacji wystarczą negatywne sygnały ze świata, by znów uaktywniła się podaż i zepchnęła indeksy w dół. Od połowy listopada indeks WIG praktycznie nie spada, ale też na razie osiągnięcia popytu nie są imponujące. Indeks zyskał od połowy listopada 1,2 proc., a od dołka z 27 listopada wzrósł o 3,1 proc. Biorąc pod uwagę, że rynek spadł do bardzo ważnego wsparcia, jakim jest sierpniowe minimum, skala i jakość odbicia stanowi poważny sygnał słabości naszej giełdy. Nie oznacza to jednak, że pojawiły się sygnały przesądzające ostatecznie, że poprawa notowań się zakończyła. Dopóki WIG nie zejdzie poniżej listopadowego minimum, można liczyć na kontynuację ruchu w górę. Do tego jednak konieczny jest dalszy wzrost na świecie. A ten staje coraz wyraźniej pod znakiem zapytania. Po udanym zakończeniu listopada pierwsze dni nowego miesiąca upływają pod znakiem przewagi sprzedających. To skłania do przypuszczenia, że w dużym stopniu za poprawą koniunktury z poprzednich dni stały czynniki natury technicznej, jak wyprzedanie rynku, tradycyjny window dressing oraz to, że również S&P 500 w trakcie ostatniej wyprzedaży osiągnął silne wsparcie w postaci dołka z połowy sierpnia. W tym względzie sytuacja naszej i amerykańskiej giełdy są bardzo podobne. Do zaskakującego cięcia stóp procentowych doszło w Kanadzie. To istotna wiadomość przed zaplanowanymi na ten tydzień posiedzeniami banków centralnych w Europie i przed przyszłotygodniowym posiedzeniem Komitetu Otwartego Rynku. Symptomatyczne były przyczyny takiej decyzji w Kanadzie. Chodziło o zagrożenie ze strony mocnej waluty dla kondycji gospodarki oraz negatywny wpływ zawirowań na rynkach finansowych. Wskazywano również na osłabienie inflacji w przyszłości. To wzmaga przekonanie o kolejnym cięciu stóp w USA, a jednocześnie zostawia coraz bardziej otwartą sprawę kierunku w polityce monetarnej na Starym Kontynencie.
Z drugiej strony inflacja w Kanadzie to tylko 2,4 proc. wobec 3,5 proc. w USA oraz 3 proc. w strefie euro.
Parkiet