W Polsce i Czechach wzrost cen osiągnie w 2008 r. poziom najwyższy od kilkudziesięciu miesięcy - stwierdza raport przygotowany przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Trochę lepiej będzie na Słowacji. Poprawy sytuacji gospodarczej mogą za to oczekiwać Węgrzy. Jednak w sumie łączny PKB państw Europy Środkowej zwiększać się będzie wolniej.
Węgry będą gonić Polskę
W przyszłym roku ceny mają wzrosnąć w Polsce o 3,6 proc. Przypomnijmy, że ostatnie oficjalne dane mówiły o 3 proc. w październiku. W Czechach inflacja podskoczy z obecnych 4 proc. do 4,6 proc., a na Słowacji ustabilizuje się na poziomie 3,2 proc., gdy jeszcze w połowie tego roku była o 1 pkt proc. niższa. Najwyższa będzie nad Dunajem - 4,7 proc., ale ta liczba to dla węgierskiej gospodarki dobra wiadomość. Jeśli władzom uda się zbić wzrost cen do tego poziomu, będzie to spadek prawie o połowę w stosunku do obserwowanego w połowie tego roku. Nie zmienia to jednak zasadniczego faktu, że inflacja, napędzana przede wszystkim cenami nośników energii, pozostanie realnym problemem dla konsumentów. Nie tylko na Węgrzech, ale i w pozostałych państwach regionu.
OECD stwierdza w odniesieniu do Polski, że przewidywany obrót spraw mógłby "zagrozić utrzymaniu wysokiej stopy wzrostu i podważyć cel dołączenia do strefy euro w nadchodzących latach". PKB naszego kraju ma wzrosnąć w 2008 r. o 5,6 proc., o jedną ósmą mniej niż dziś. Szczególnie istotnym czynnikiem ryzyka w naszym kraju jest wzrost płac. Nie bez znaczenia pozostaje też niechęć rządu do energicznego zmniejszenia deficytu finansów publicznych. Wszystko to razem wzięte skłoni Radę Polityki Pieniężnej - uważają eksperci OECD - do podniesienia podstawowej stopy procentowej do poziomu 6,5 proc.
Słowacja lepiej niż Czechy