W ostatnim czasie w mediach coraz głośniej mówi się o konieczności pozbycia się z piłkarskich stadionów chuliganów, nazywanych często pseudokibicami lub kibolami. Zazwyczaj podnoszone są negatywne sportowo-organizacyjne aspekty obecności kiboli na stadionach - wulgarny doping, awantury na obiektach sportowych i poza nimi, przerwane mecze itd.
Chciałbym więc zwrócić uwagę, że ten problem ma także swój wymiar biznesowy. I nie chodzi tylko o tak oczywiste sprawy jak bezpośrednie straty finansowe, które zachowania kiboli sprowadzają na kluby - zniszczenia materialne, wypłaty odszkodowań, kary finansowe, wykluczenia z rozgrywek. To także jest ważne, ale nie najważniejsze. Zdecydowanie większe znacznie ma fakt, że obecność kiboli na stadionach i ich bezkarność odstraszają od polskiej piłki poważnych inwestorów, a przez to uniemożliwiają klubom piłkarskim szybki rozwój.
Sport, a w szczególności piłka nożna, to dzisiaj potężny biznes i możliwość zarobienia ogromnych pieniędzy. Gigantyczne środki zaangażowane w rozgrywki europejskie pozwalają uczestniczącym w nich zespołach zarabiać naprawdę duże pieniądze. Niestety, polskie zespoły od wielu lat nie uczestniczą już w podziale tego wartościowego tortu. Na palcach jednej ręki można bowiem policzyć kluby pierwszoligowe, które mają poważnych sponsorów. Są to przede wszystkim drużyny z czołówki ligowej, w której to czołówce są między innymi właśnie dlatego, że owych sponsorów mają. W dzisiejszej piłce nożnej trudno bowiem o sukces bez dużych pieniędzy (choć wyjątki oczywiście się zdarzają). Zaangażowanie krajowego biznesu polską piłką jest tak małe między innymi dlatego, że klubami rządzą kibole. A jaka jest ich siła, pokazuje trwający konflikt w warszawskiej Legii, gdzie kibice na znak protestu przeciwko surowym decyzjom zarządu przestali dopingować swoją drużynę.
Proszę zauważyć, że w polskiej lidze nie mamy żadnego inwestora zagranicznego, podczas gdy na przykład kluby angielskie są sponsorowane przez największe koncerny z całego świata. Trudno oczywiście oczekiwać podobnego zainteresowania polską ligą, daleko bowiem naszym zespołom do poziomu Anglików, ale u nas zaangażowanie firm ponadnarodowych jest zerowe! A jesteśmy przecież dużym krajem europejskim, w którym koncerny te są od wielu lat obecne. Niestety, nie w sporcie.
Aby tę sytuację zmienić, potrzebne są działania radykalne. Pewną nadzieję dał minister Ziobro - warto sobie przypomnieć, że jedną z jego głównych obietnic po wygranych wyborach było zrobienie porządku z chuliganami na stadionach. Skończyło się, niestety, tak samo jak z trzema milionami mieszkań. Może więc nowy rząd, którego premier jest znanym kibicem, rozwiąże wreszcie ten przynoszący nam wstyd problem. Nie trzeba tu nic wymyślać, wzorce do naśladowania są na wyciągnięcie ręki. Anglicy w sposób książkowy rozwiązali ten problem - jeszcze do niedawna najbardziej niebezpieczne stadiony świata są dzisiaj oazami spokoju, które co tydzień goszczą na meczach rodziny z małymi dziećmi. Dobrym rozwiązaniem byłoby więc powołanie rządowego zespołu ds. wyeliminowania chuliganów ze stadionów, który we współpracy ze specami brytyjskimi wdroży i z pełną determinacją zrealizuje profesjonalnie przygotowany program działań.Lepszego momentu niż teraz mieć nie będziemy. Budujemy w Polsce nowoczesne stadiony z myślą o Euro 2012, ale stadiony te służyć będą później rozgrywkom klubowym. Szkoda byłoby, żeby te nowoczesne obiekty zostały znowu zawłaszczone przez bandytów i nie mogły służyć normalnym, kulturalnym kibicom. W pewnym sensie oznaczałoby to wyrzucenie dużych pieniędzy w błoto. Jeśli natomiast po roku 2012 będziemy mieli w Polsce nowoczesne stadiony, zapełnione kulturalnymi ludźmi, a nie bandami wyrostków, to prawdopodobnie także zagraniczni sponsorzy spojrzą na nasz futbol łaskawszym okiem. Wtedy także nasza ligowa piłka stanie się dochodowym biznesem, a na warszawskiej giełdzie być może pojawi się konieczność stworzenia indeksu WIG-futbol.