Towarzystwa ubezpieczeniowe należące do europejskich grup finansowych powinny być monitorowane także przez lokalne organy nadzoru, zwłaszcza gdy firmy te mają istotne znaczenie dla rynku w danym kraju - uważa Komisja Nadzoru Finansowego. KNF wspólnie z Ministerstwem Finansów przygotowała stanowisko Polski w sprawie dyrektywy ubezpieczeniowej Solvency II, które trafiło już do Brukseli. Polska nie zgadza się z kształtem dokumentu zaproponowanym przez Komisję Europejską, zwłaszcza jeśli chodzi o rozwiązania dotyczące nadzoru grupowego. Nasz kraj domaga się także, aby w dyrektywie znalazł się zapis umożliwiający nadzorcom krajowym kontrolę firm wchodzących w skład grup ubezpieczeniowych przynajmniej wtedy, gdy zachodzi obawa co do kondycji finansowej grupy lub konkretnej firmy. Jednym z postulatów naszego kraju jest także utworzenie Europejskiego Funduszu Gwarancyjnego, z którego pokrywane byłyby zobowiązania zakładów ubezpieczeń należących do grup, w sytuacji gdy kapitały w grupie okazałyby się niewystarczające do zapewnienia bezpieczeństwa osób ubezpieczonych.
Komisja Europejska przedstawiła projekt dyrektywy kilka miesięcy temu. Zgodnie z tą propozycją, kontrolę nad firmami wchodzącymi w skład grup ubezpieczeniowych mają sprawować krajowe organy nadzorujące oraz tzw. nadzorcy grupowi, właściwi dla miejsca, w którym jest centrala danej grupy. Jednak zgodnie z tym dokumentem, wiele decyzji nadzorców grupowych będzie miało znaczny wpływ na działalność organów lokalnych.
Już wtedy zarówno KNF, jak i polskie Ministerstwo Finansów zwracały uwagę, że obecny kształt dyrektywy nie zapewnia nadzorcy lokalnemu efektywnej kontroli nad zakładem wchodzącym w skład grupy ubezpieczeniowej, zwłaszcza jeśli chodzi o monitorowanie jego wypłacalności.
- W naszej ocenie przyjęcie tych rozwiązań stanowiłoby poważne zagrożenie dla krajowego rynku finansowego - uważa Łukasz Dajnowicz z Komisji Nadzoru Finansowego. Jego zdaniem, dyrektywa wprowadza dysproporcje między pojedynczymi zakładami a ubezpieczycielami wchodzącymi w skład grupy. Według niego, projekt dyrektywy przewiduje przekazanie uprawnień nadzorcy krajowego na nadzorcę grupowego, jednak nie wprowadza żadnych mechanizmów zapewniających przyjęcie odpowiedzialności nadzorców grupowych za podejmowane decyzje. - Jest to sprzeczne z fundamentalną zasadą "tam władza, gdzie odpowiedzialność" - dodaje Dajnowicz.
Piotr Piórek z Polskiej Izby Ubezpieczeń podziela te obawy.