Reklama

Banki centralne rzuciły na rynek 540 m iliardów USD

Europejski Bank Centralny w ramach tej spektakularnej operacji wpo mpował wczoraj w rynek ponad pół biliona dolarów, a jego sojusznicy - Fed i Bank Anglii - dołożyli po 20 mld. Chcą odblokować akcję kredytową. Rynkowe stopy poszły w dół, ale czy na długo?

Publikacja: 19.12.2007 06:29

Wczoraj banki komercyjne otrzymały potężny zastrzyk gotówki. Europejski Bank Centralny udzielił im po cenie niższej od rynkowej dwutygodniowych pożyczek na łączną kwotę prawie 350 miliardów euro (501,5 mld dolarów), Bank Anglii zaś wyłożył równowartość 20 mld USD. Dzień wcześniej amerykański Fed zasilił rynek 20 miliardami dolarów.

Europejski Bank Centralny przed wczorajszą aukcją zapewnił, że jest gotowy zaspokoić potrzeby wszystkich banków komercyjnych, które będą chciały pożyczyć pieniądze na 4,21 proc. lub drożej. Deklarował, że chodzi mu o utrzymanie kosztów kredytu na poziomie możliwie najbliższym 4 proc., bo taka jest jego stopa docelowa. W ostatnich miesiącach, mimo obniżania stóp oficjalnych przez banki centralne, rynkowe koszty kredytów rosły. Zjawisko to zaczęło pogłębiać się od sierpnia, kiedy z powodu kryzysu na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych podwyższonego ryzyka banki przestały sobie nawzajem pożyczać pieniądze.

Zwielokrotniony popyt

- Zawsze pod koniec roku zwiększa się popyt na środki płynne, ale tym razem jest on zwielokrotniony przez trudności na rynkach kredytowych i skłonność do trzymania pieniędzy przez banki - twierdzi Natalie Fillet z londyńskiego biura BNP Paribas. Zdaje sobie sprawę, że Europejski Bank Centralny zainteresowany jest premią, ale nie tak wysoką jak rynkowa. Przed komunikatem EBC zapowiadającym warunki wtorkowej aukcji rynkowy koszt dwutygodniowej pożyczki w euro sięgał 4,94 proc., a później spadł do 4,45 proc. Po pieniądze do EBC zgłosiło się aż 390 banków, zaś proponowane przez nie oprocentowanie wynosiło od 4 proc. do 4,45 proc. Stopę minimalną EBC ustalił po zapoznaniu się z tymi ofertami.

Ograniczone skutki

Reklama
Reklama

Podczas nadzwyczajnej operacji 9 sierpnia EBC zasilił banki dodatkowymi funduszami w wysokości 95 miliardów euro, ale skutki tej operacji były bardzo ograniczone. Tym razem wpompował znacznie wyższą kwotę.

Bank Anglii w tej pierwszej od ataków terrorystycznych z września 2001 r. skoordynowanej operacji banków centralnych (Fed, Bank Anglii, EBC, Bank Kanady i Narodowy Bank Szwajcarii) zaoferował bankom komercyjnym 10 miliardów funtów (20 mld USD) na trzy miesiące. Średnie oprocentowanie wyniosło 5,949 proc. W poniedziałek stopa LIBOR (londyński rynek międzybankowy) była na poziomie 6,431 proc.

Skala tej nadzwyczajnej operacji robi wrażenie, ale, jak twierdzi Michael Schubert, ekonomista Commerzbanku, nie rozwiąże ona problemów na rynku kredytowym. Co więcej, obawia się on, że tego rodzaju akcje zdemoralizują banki komercyjne i przyzwyczają je do tego, że kiedy znajdą się w opałach, będą mogły skorzystać z możliwości taniego pożyczenia pieniędzy.

Gigantyczne odpisy

Kryzys zaufania, z jakim mamy do czynienia, wywołały głównie banki operujące w USA, niefrasobliwie udzielając kredytów na zakup domów. W zbyt wielu przypadkach otrzymały je osoby o zbyt niskiej wiarygodności finansowej.

Lawina ruszyła, kiedy gwałtownie zaczęła rosnąć liczba przypadków niewywiązywania się kredytobiorców z zobowiązań.

Reklama
Reklama

Skutki tego rozlały się szeroko po rynkach finansowych, gdyż na bazie ryzykownych kredytów rozwinął się handel instrumentami z nim powiązanych. Kiedy gwałtownie spadł na nie popyt, zmniejszyła się wartość niektórych aktywów i banki musiały poczynić odpisy szacowane na około 75 miliardów USD. Będą też dalsze tego rodzaju operacje.

Dotąd nie wiadomo, jaka jest skala zaangażowania banków komercyjnych w instrumenty powiązane z kredytami hipotecznymi, i dopóki to nie będzie jasne, operacje ratunkowe podejmowane przez banki centralne będą nieskuteczne.

300 mld dolarów strat?

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) szacuje, że straty z powodu niespłacanych ryzykownych kredytów hipotecznych mogą wynieść 300 miliardów dolarów.

Analitycy banku inwestycyjnego Goldman Sachs przewidują, że w wyniku kryzysu kredytowego banki, domy maklerskie i fundusze hedgingowe mogą zmniejszyć dopływ pieniędzy na rynki o 2 biliony dolarów. Jeśli tak się stanie, pojawi się realne niebezpieczeństwo recesji w USA, największej gospodarce świata.

Bloomberg, bbcnews

Reklama
Reklama

komentarze

Wojciech Białek

SEB TFI

Te działania mają charakter doraźny

Jest koniec roku i banki komercyjne chcą bardzo pokazać, że w swoich księgach posiadają gotówkę. W konsekwencji nie są skłonne do udzielania kredytów. Dlatego też doszło do akcji banków centralnych, które zdecydowały się pożyczyć im na kilka tygodni pieniądze. Dostarczenie na rynek ilości pieniądza, która przekroczy bieżące potrzeby kredytowe banków, ma spowodować, że zmniejszy się ich niechęć do udzielania kredytów. To półoficjalne wytłumaczenie.

Reklama
Reklama

Całkiem nieoficjalne brzmiałoby tak: te pieniądze są przeznaczone na podciągnięcie rynków pod koniec roku. Pieniądze te będą "buszować" po rynkach i nie jest wykluczone, że trafią na polską giełdę. Daje to nam więc dwa tygodnie (w przypadku EBC) na spóźnione przybycie św. Mikołaja i wyczekiwany rajd cen akcji. Trzeba jednak pamiętać, że po Nowym Roku te pieniądze zostaną z rynku wycofane. Można się tutaj doszukiwać analogii z tym, co wydarzyło się pod koniec lat 90. Wtedy banki centralne w obawie przed pluskwą milenijną również zdecydowały się na interwencję. Przełożyło się to na nienaturalne wzrosty cen akcji na Nasdaq, a po wycofaniu kapitału byliśmy świadkami mocnego spadku cen. Jeśli więc za dwa tygodnie podobna interwencja nie zostanie powtórzona, to można oczekiwać, że scenariusz się powtórzy.

Nie należy się natomiast obawiać, że taki jednorazowy zastrzyk gotówki wpłynie na inflację na świecie. Chyba że mówimy o krótkotrwałej inflacji cen akcji. Jeśli jednak tego typu operacje będą się powtarzały, trzeba będzie spojrzeć na to inaczej.

Łukasz Wilkowicz

"Parkiet"

Operacja EBC nie miała wpływu na Polskę

Reklama
Reklama

Strefę euro mamy tuż za miedzą. W dodatku za kilka dni wjeżdżając do niej, możemy tego nawet nie zauważyć. Jednak trudno o lepszy znak odrębności naszego systemu bankowego od systemu strefy euro: Wielka operacja, na jaką zdecydował się Europejski Bank Centralny, nie miała wpływu na nasz sektor bankowy.

W Polsce, podobnie jak w Europie Zachodniej, rynkowe stopy procentowe poszły w ostatnim czasie mocno do góry. Nawet powody były dość zbliżone - niechęć do pożyczania sobie nawzajem pieniędzy przez banki, wzmacniana przez to, że pożyczki "przechodzą" przez tradycyjnie skomplikowany z punktu widzenia płynności sektora bankowego okres przełomu roku. Na to nakładało się "wysysanie" pieniędzy z naszego rynku przez szukające ich za wszelką cenę banki zagraniczne.

Po wczorajszej interwencji EBC stopy procentowe w strefie euro spadły, natomiast u nas - nie. Za pożyczkę na miesiąc banki nadal żądają ponad 5,6 proc., o kilkadziesiąt punktów bazowych więcej, niż wynosi podstawowa stopa NBP. My na obniżkę tych stawek (które mają wpływ na wysokość oprocentowania kredytów dla klientów banków) musimy po prostu

poczekać do pierwszych dni nowego roku. Jedna pozytywna konsekwencja ostatniej operacji EBC dla nas polega na tym, że zachodnie banki mogły zrobić takie zapasy gotówki, że teraz nie muszą już poprawiać płynności, prosząc o pomoc instytucje działające u nas.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama