Wczoraj banki komercyjne otrzymały potężny zastrzyk gotówki. Europejski Bank Centralny udzielił im po cenie niższej od rynkowej dwutygodniowych pożyczek na łączną kwotę prawie 350 miliardów euro (501,5 mld dolarów), Bank Anglii zaś wyłożył równowartość 20 mld USD. Dzień wcześniej amerykański Fed zasilił rynek 20 miliardami dolarów.
Europejski Bank Centralny przed wczorajszą aukcją zapewnił, że jest gotowy zaspokoić potrzeby wszystkich banków komercyjnych, które będą chciały pożyczyć pieniądze na 4,21 proc. lub drożej. Deklarował, że chodzi mu o utrzymanie kosztów kredytu na poziomie możliwie najbliższym 4 proc., bo taka jest jego stopa docelowa. W ostatnich miesiącach, mimo obniżania stóp oficjalnych przez banki centralne, rynkowe koszty kredytów rosły. Zjawisko to zaczęło pogłębiać się od sierpnia, kiedy z powodu kryzysu na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych podwyższonego ryzyka banki przestały sobie nawzajem pożyczać pieniądze.
Zwielokrotniony popyt
- Zawsze pod koniec roku zwiększa się popyt na środki płynne, ale tym razem jest on zwielokrotniony przez trudności na rynkach kredytowych i skłonność do trzymania pieniędzy przez banki - twierdzi Natalie Fillet z londyńskiego biura BNP Paribas. Zdaje sobie sprawę, że Europejski Bank Centralny zainteresowany jest premią, ale nie tak wysoką jak rynkowa. Przed komunikatem EBC zapowiadającym warunki wtorkowej aukcji rynkowy koszt dwutygodniowej pożyczki w euro sięgał 4,94 proc., a później spadł do 4,45 proc. Po pieniądze do EBC zgłosiło się aż 390 banków, zaś proponowane przez nie oprocentowanie wynosiło od 4 proc. do 4,45 proc. Stopę minimalną EBC ustalił po zapoznaniu się z tymi ofertami.
Ograniczone skutki