Chłodnym okiem

Nasilenie konkurencji międzynarodowej, postępująca globalizacja gospodarcza, rozwój nowych technologii i inne nowe zjawiska nie pozostawiają cienia złudzeń, że w dwudziestym pierwszym wieku będzie lekko. Tylko świadomość wyzwań i umiejętne wychodzenie im naprzeciw jest szansą na zmniejszanie dystansu, dzielącego Polskę od rozwiniętego gospodarczo świata. Osiągnięcia naszego kraju komentowane są pozytywnie, trzeba jednak pamiętać, że znajdujemy się dopiero na początku drogi.Istnieją poważne i realne zagrożenia w tej pogoni. Najnowsza historia gospodarcza pokazuje, że jednym z podstawowych warunków szybkiego rozwoju jest deregulacja, czyli, krótko mówiąc, znoszenie barier i regulacji oraz tworzenie warunków dla rozwoju nieskrępowanej przedsiębiorczości. Deregulacja prowadzi do wymuszania efektywności i rozwoju przedsiębiorczości. Gdy wciąż istnieją archaiczne, odziedziczone po dawnym systemie struktury i instytucje gospodarcze, deregulacja oznacza utratę wpływów, udziałów w rynku i wysiłek, by sprostać nowym wyzwaniom. Budzi to zdecydowany protest zainteresowanych i powoduje różne naciski na utrzymywanie status quo.W Polsce niezadowolonych z deregulacji, a ogólniej z reguł gospodarki rynkowej, i w gruncie rzeczy przeciwnych jakimkolwiek zmianom, jest wielu. Wystarczy wspomnieć związki zawodowe, partie polityczne różnych orientacji i niektóre organizacje społeczne oraz różne lobbies branżowe. Grupy te - w swoim zaślepieniu - nie dostrzegają długookresowych korzyści z reguł gospodarki rynkowej, kiedy na krótszą metę muszą ponosić przejściowe wyrzeczenia lub zwiększać wysiłek.Warto przypomnieć, że polska gospodarka swój obecny dynamiczny rozwój w dużej mierze zawdzięcza wyrzeczeniom z początku dekady lat 90. Gotowość społeczeństwa do ponoszenia ofiar była duża, niemniej jednak skala recesji transformacyjnej powstrzymała rząd od jeszcze bardziej zdecydowanych reform. Dziś, z perspektywy historycznej, wiemy, że recesja transformacyjna w Polsce była stosunkowo niewielka w porównaniu z innymi krajami regionu.Margines wyboru strategii rozwojowej Polski jest niewielki. Trzeba konsekwentnie kontynuować reformy rynkowe i dalej liberalizować gospodarkę. Sprzeciwiających się temu należy spokojnie przekonywać do reform. Spowolnienie ich tempa szybko przynosi negatywne skutki. Przykładem może być zaniechanie prywatyzacji sektora paliwowego przez poprzednią koalicję. Obecnie, przy bardzo niskim poziomie cen ropy naftowej, nie tylko osiągnie się mniejsze wpływy z prywatyzacji, ale w ogóle bardzo trudno jest sprzedać cokolwiek strategicznym inwestorom zagranicznym, choćby Rafinerię Gdańską. Podobnie dzieje się w sektorze elektroenergetycz-nym.Opóźnienia w konsolidacji sektora bankowego postawią go w trudnej sytuacji, kiedy nadejdzie czas konkurowania z bankami z krajów Unii Europejskiej. Podobnie jest z sektorem ubezpieczeniowym.Uleganie różnym grupom przeciwnym zmianom grozi powtórzeniem elementów scenariusza białoruskiego. Nie można dążyć do efektywnej gospodarki rynkowej, pozostawiając resztki dawnego systemu. Większy wzrost gospodarczy skutkuje wyższymi dochodami całej ludności, większą siłą nabywczą i poprawą bytu. Przeznaczanie pieniędzy podatników na nieefektywne przedsiębiorstwa, szerokie finansowanie z podatków usług społecznych i rozszerzanie opiekuńczych funkcji państwa opóźnia tylko wzrost gospodarczy.W działaniach reformatorskich Polski nie stać na zatrzymanie się w pół drogi. Właściwie nie ma wyboru, jeżeli chcemy wykorzystać historyczną szansę, która może się nie powtórzyć.

BOHDAN WYŻNIKIEWICZ

Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową