Praktyczne spojrzenie

W ubiegłym tygodniu uczestniczyłem w zorganizowanej przez redakcję "Naszego Rynku Kapitałowego" oraz KPWiG konferencji na temat wykorzystywania prognoz makroekonomicznych w inwestowaniu na rynku kapitałowym. W pierwszej chwili miałem duże wątpliwości, czy przyjąć zaproszenie do dyskusji. Ja przecież ani sam nie inwestuję, ani też bezpośrednio nikomu nie doradzam, w co warto inwestować.Zostałem jednak pokonany własną bronią - przekonał mnie argument, który sam często podnoszę: że makler jest sojusznikiem klienta. Organizatorzy spodziewali się, że jako makler powiem, co drobni inwestorzy sądzą o prognozach makroekonomicznych.Miałem więc reprezentować interesy klientów domów maklerskich. A to sobie uszyłem buty! Ile to już razy przekonałem się dotkliwie, że jak się kogoś reprezentuje, to zaraz ktoś inny stwierdzi, że wcale sobie takiej reprezentacji nie życzy, ponieważ ma w tej materii zdanie dokładnie odmienne. Balsamem dla mojej duszy był więc list drobnego inwestora, opublikowany na ostatniej stronie czwartkowego PARKIETU.Często twierdzi się, że w Polsce drobni inwestorzy opierają się tylko na krótkoterminowych analizach technicznych. Zawsze sprzeciwiałem się takim opiniom, argumentując, że jest duża grupa inwestorów, którzy podejmują decyzje na podstawie analizy fundamentalnej. I bardzo się ucieszyłem, gdy odezwał się taki właśnie inwestor. A więc jednak naprawdę kogoś reprezentowałem! Mogę więc już z czystym sumieniem przedstawić swoje poglądy. Otóż powiedziałem, że wielu drobnych inwestorów chętnie by korzystało z prognoz makroekonomicznych, tyle że są one często pisane trudnym językiem, zrozumiałym jedynie dla fachowców.W czasie konferencji wymienionych zostało aż 19 kategorii makroekonomicznych, które są wykorzystywane w prognozach. Z tych licznych kategorii tylko jedna lub dwie są w miarę czytelne dla "normalnych" ludzi - inflacja i stopy procentowe, choć już z tymi stopami nie jest tak prosto.Ale i z samą inflacją miewamy trudności. Ileż to razy słyszałem pretensje, że coś tu nie gra, bo niby inflacja spada, a w sklepie za każdym razem wydajemy więcej! Trzeba więc określić, o jakiej inflacji mówimy, gdyż mierzy się ją na wiele sposobów, trzeba mieć świadomość, co wchodzi w skład koszyka towarów i usług, trzeba uwzględnić jeszcze wiele rozmaitych czynników...Myślę więc, że gdyby prognozy trochę przybliżyć przez podawanie przystępnego omówienia, wskazanie wpływu co ważniejszych kategorii na sytuację rynku kapitałowego oraz kształtowanie się kursów akcji i obligacji, ich czytelność dla drobnych inwestorów mogłaby się znacznie zwiększyć.A na koniec chciałbym krótko odpowiedzieć na pytanie Czytelnika, dotyczące pozornej rozbieżności dywidend i zysków. Znane są dwie skrajne metody (w praktyce stosuje się metody mieszane) dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami. Albo wypłaca się wysoką dywidendę, albo zysk przeznacza się na inwestycje. W tym drugim przypadku akcjonariusz nie otrzymuje dywidendy, ale spółka się rozwija i kurs akcji rośnie. Inwestor ma więc świadomość, że po jakimś czasie może te akcje sprzedać z dużym zyskiem.Jeżeli jednak wykazywane są wspaniałe zyski, dywidendy nie ma, a kurs akcji spada, to trzeba się zastanowić, czy nie wybrać innej spółki, która prowadzi bardziej zrozumiałą politykę dywidend. A może to właśnie prognozy makroekonomiczne są niepomyślne?

KRZYSZTOF GRABOWSKI

prezes Związku Maklerów i Doradców

Tekst stanowi wyraz osobistych poglądów autora.