Bez krawata
Diabeł wciela się w różne postacie - ostatnio mówiło się o postmodernizmie, New Age, techno, konsumeryzmie. W naszej uroczej polskiej rzeczywistości pojawił się nowy szatan - handel w niedzielę.Grupa parlamentarzystów, jak zawsze (zresztą) czujnych na wszelkie antyreligijne hece, przygotowała projekt ustawy normującej zakaz handlu w niedzielę, ponieważ ów narusza: "... polską tradycję narodową i normy życia religijnego chrześcijan"... To wypływające z głębokiej troski religijnej stwierdzenie zostało natychmiast podparte uzasadnieniem ekonomicznym: "... ograniczone możliwości nabywcze ludności mogą być w pełni zaspokojone przez sześć dni tygodnia"...Można się domyślać, iż te projekty są skierowane przeciwko wielogłowej hydrze hipermarketów, która pożera polski narodowo słuszny handel rodzinny, ostoję polskości ekonomicznej. Postuluje się, co prawda, wyjątki: nabiał, pieczywo, kwiaty, gazety, wyroby cukiernicze, owoce. Niegrzeszny jest również handel na "jednorazowych targach i kiermaszach". Z tego wypływa jasny wniosek: nie grzeszyć można nabiałem i to targowo - jednorazowo. Nie ma większego sensu dyskutować o strukturze grzechu, choć zaproponowane przez posłów rozwiązanie wydaje się głęboko logiczne. Baba w zapasce z konwią mleka i serem w szmacie oblepionym rojem much zdecydowanie mniej grzeszy i odciąga od myśli o sprawach eternalnych niż Danone prosto z chłodni, podany przez podkasane dziewczę na wrotkach. Do tego dochodzi narodowa słuszność baby i obca niesłuszność panienki na wrotkach w hipermarkecie. Nie koniec na tym. A interes polskich niskotowarowych gospodarstw rolnych, rodzinnych przecie, a tak przez tę przeżartą konsumeryzmem Unię zagrożonych?A interes producentów konwi do mleka i szmat? A interes naszych polskich much, które stanowią tak istotne ogniwo łańcucha troficznego, stając się pożywieniem ptasząt, śpiewających ku chwale Pańskiej, a radości polskich uszu?Na to wszystko chcieli się zamachnąć wypasieni kapitaliści spod znaku Geanta, Hita i tym podobnych. Zawiedli się: czujni klasowo i narodowo chrześcijanie czuwali. I dali odpór.A wszystko przez brak Żydów. To ułatwiało sprawę. Przed wojną to oni handlowali w dzień święty, obrażając wartości. Bojkot był więc uzasadniony i rasowo, i religijnie. Nic nikomu nie trzeba było tłumaczyć. Bojówkarzom także. W sobotę chrześcijanie handlować mogli, bo to nie żaden dzień święty.Tylko podstawowy problem pozostał ten sam: dlaczego chrześcijanie kupują w niedzielę? Od Żydów i nie-Żydów, od zachodnich kapitalistów i to nawet tych, którzy zyski transferują, zamiast zostawić je w kraju Chopina i wierzb płaczących. No właśnie, dlaczego ci chrześcijanie kupują? Posłowie AWS postanowili dopisać pół przykazania: "..i nie handlować w niedzielę". Jak widać, czasy się zmieniają i dwie stare, kamienne tablice nie wystarczają...Święty gniew byłby zrozumiały, ale spod niego wyłazi, jak wtorek spod środy, polski nabiał, kwiaty i gazety, tudzież jednorazowa impreza handlowa o charakterze kiermaszu. I psuje obraz. W pewien sposób pomysł ten koresponduje z wcześniejszym, zakładającym koncesjonowanie handlu wielkopowierzchniowego. Nie ma to jak za pomocą religii spróbować załatwić trochę słusznych przecie interesów. Wtedy nie wyszło, ale przeciw chrześcijaństwu nikt się nie postawi. Zawsze znajdzie się grupa czujnych facetów, którzy dobrze pilnują interesu.Warto pamiętać, że na tzw. Zachodzie próby ograniczania handlu w niedzielę i w święta wynikają przede wszystkim z działań związków zawodowych, próbujących w ten sposób chronić rynek pracy. Chodzi o pieniądze. Naszym najwierniejszym z wiernych też o to idzie - stąd mowa o "rodzinnym interesie". Ciekawe, czy ich prośby zostaną wysłuchane. Na wszelki wypadek przypomnę pointę pewnego dowcipu, całego nie przytoczę - grozi oskarżeniem o obrazę uczuć... religijnych. Brzmi ona: "...nie godzi się czynić cudów, gdy gra idzie o pieniądze".
Krzysztof Mika